Ariana | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogólnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogólnie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 września 2017

Poznaj podkarpackich blogerów książkowych

Wszyscy mamy swoje ulubione blogi i swoich ulubionych autorów. Cenimy sobie ich humor, wiedzę, szczerość i umiejętność zainteresowania odbiorcy. A czy wiemy skąd są ci, których tak bardzo lubimy? Często okazuje się, że nie, bo mało kto o tym pisze. Co jeśli nasz ulubiony bloger mieszka zaledwie kilkanaście kilometrów od nas? Dlatego poppapraniec przekopał Internet wszerz i wzdłuż, by odnaleźć blogerów książkowych z województwa podkarpackiego. Pewnie nie wiedzieliście, że pochodzą właśnie stąd. 

Katarzyna Grzebyk
Mieszka na wsi, co uważa za duży przywilej. Jej wieś to Połomia w gminie Niebylec w powiecie strzyżowskim. Tu mieszka od zawsze i nie zamierza się stąd ruszać. Na co dzień pracuje w Rzeszowie jako dziennikarka. Bloguje, bo uwielbia pisanie, kocha czytać książki, interesuje się literaturą – jej blog to miejsce na tego typu aktywność, a blogowanie to po prostu jej pasja. Bardzo lubi poezję, sama zresztą pisze, co zaowocowało I miejscem w ogólnopolskim konkursie poetyckim. Działa w redakcji czasopisma „Blogostrefa”.

Na pytanie co najbardziej jej się podoba w Podkarpaciu, odpowiada: „Podkarpacie to najpiękniejsze województwo w Polsce, oczywiście☺Zróżnicowane geograficznie, z trudną przeszłością, bogatą wielokulturową tradycją, wspaniałą historią i cudownymi Bieszczadami. Najbardziej lubię Bieszczady, ale chętnie i z ciekawością dziecka odwiedzam każdy zakątek naszego województwa. Polecam wszystkim kaskadę solankową w Sołonce w gm. Lubenia, antykwariat Zbigniewa Oprządka w Krośnie, Arboretum w Bolestraszycach, schron kolejowy w Stępinie k. Strzyżowa oraz zabytkowy piękny kościół w mojej Połomi.” Poppapraniec przeprowadził nawet kiedyś wywiad z Kasią. Znajdziesz go jeszcze na starym blogu.

Geek Girl
Julia mieszka w stolicy województwa podkarpackiego – Rzeszowie i bloguje już od przeszło dwóch lat. Mówi o sobie: Jestem zakochaną w bajkach Disney'a i gorącej czekoladzie miłośniczką zombie, kosmitów i psychopatów, która podobno jedną nogą znajduje się po ciemnej stronie mocy, a drugą ma wsadzoną w rolki z Hello Kitty. Za bardzo kocham książki, za mało wychodzę na zewnątrz i nie rozumiem świata, czyli jestem typową Geek Girl. W tym roku rozpocznie studia, bardzo lubi wiosnę. Stali czytelnicy Geek Girl wiedzą, że uwielbia ona koreańskie dramy, co warto zaznaczyć, bo to obszar kultury raczej mało spopularyzowany w naszym kraju. Julia popełniła nawet ostatnio bardzo ciekawy artykuł, w którym przytacza pięć powodów, dla który koreańskie dramy są lepsze od amerykańskich produkcji. Koniecznie się z nim zapoznajcie.


Zaksiążkowana
Klaudia mieszka w gminie Głogów Małopolski, w jej mieście mieszka mężczyzna hodujący... lwa. Najwidoczniej psiaki nie są wystarczająco groźne. :) Czyta bardzo wiele, przede wszystkim powieści fantastyczne, fantastycznonaukowe, kryminały, young adult i historyczne. Książki na półkach musi mieć posegregowane, bardzo nie lubi nierówno ułożonych pozycji. Jest fascynatką języka angielskiego, a ze wszystkich postaci historycznych najbardziej lubi Henryka VIII. Sama o sobie pisze następująco: nastoletnia dziewczyna, dla której książki to nieodłączny element każdego dnia. Nie potrzeba mi kawy, ale wystarczy kilka (czyt. kilkadziesiąt) stron dziennie, aby normalnie funkcjonować. Pianistka, zainteresowana polityką oraz językiem angielskim. Uwielbia Harry'ego Pottera, kryminały Agathy Christie i wszystko, co napisze John Flanagan! Ilość szczęścia mierzy... ilością książek Remigiusza Mroza do przeczytania ;)

Zaczytana Majka
Niech Was nie zmyli nazwa bloga, bowiem Zaczytaną Majkę prowadzi Martyna, dwudziestoparolatka mieszkająca w Rzeszowie. O sobie pisze: Uwielbiam czytać książki, chodzić do kina i zasłuchiwać się w muzyce. Oprócz prowadzenia bloga, na którym staram się przedstawiać najnowsze informacje ze świata kulturalnego, próbuję też swoich sił jako pisarka. Pisanie było ze mną od zawsze i nigdy nie rozstaję się z zeszytem i długopisem. Kto wie, może to właśnie podróżując tramwajem, bądź pociągiem, wydarzy się coś, co będzie zasługiwało na opisanie i zapamiętanie. Stronę internetową założyłam z myślą o tym, aby móc pisać o tym, co mnie otacza i dać coś od siebie innym. Dziennikarstwo, które studiowałam było dla mnie kolejnym impulsem do założenia bloga. Jestem bardzo kreatywną osobą i uwielbiam stawiać sobie nowe cele. Ich realizacja przybliża mnie do spełnienia wszystkich marzeń, jakie mam. Blog pokazał mi nowy kierunek w życiu i dzięki temu wiem, że chciałabym pracować w wydawnictwie lub/i wydać swoją książkę.


Pamiętnik czytania
Kasia pochodzi z Hadel Kańczuckich, ale na co dzień mieszka w Rzeszowie.  Jest młoda duchem, samą siebie określa wieczna nastolatką. Bardzo lubię słuchać The Rasmus, zaś jej ulubionymi gatunkami powieściowymi są horror i thriller, co wcale nie oznacza, że nie sięga po inne rodzaje prozy, bowiem daje szanse każdej książce, jaka wpadnie jej w ręce. Uzależniona od kawy i klaty Deana Winchestera. Nie przepada jakoś szczególnie za Sherlockiem Holmesem, a po ostatniej niezbyt udanej lekturze „Psa Baskerville'ów” zawiesiła przygodę z twórczością Doyle'a do odwołania.

Czytam – daję słowo
Donata jest mieszkanką Humnisk – recenzuje, pisze felietony i promuje czytelnictwo na wszystkie sposoby. Czytać lubiła już od wczesnego dzieciństwa, odkąd mama nauczyła ją czytać. Studiowała Inżynierię Środowiska, choć nijak się to nie imało do jej czytelniczego zamiłowania  i umysłu humanistycznego. Po studiach przewrotny los skierował ją  na staż do… księgarni. Podkarpacie to dla niej przede wszystkim lasy, zapierające dech w piersiach widoki z okna, jakie dzierga natura. Jakim człowiekiem jest Donata? Jest kobietą kochającą życie i otaczający ją świat. Czasami silną, wciąż rzucająca się na głęboką wodę, czasami jednak także bardzo wrażliwą. Drzemią w niej dwie sprzeczności. Jedno jest jednak pewne, ma uśmiech wypisany na twarzy.

Zapytana o pisanie recenzji, odpowiada: zakładając bloga książkowego, trzeba liczyć się z tym, że wiąże się to z „obowiązkiem” pisania recenzji.  Obowiązek w cudzysłowie bo, jest to swojego rodzaju przyjemność  dzielenia się z innymi własnymi odczuciami i spostrzeżeniami dotyczącymi przeczytanych książek. Na początku pisanie recenzji wydawało mi się proste, jednak kiedy wzięłam się za pierwszą, stwierdziłam, że… nie umiem. Przy kolejnej jednak poszło mi już znacznie łatwiej (...) Nie lubię pisać, że książka mi się nie podobała. Wydaje mi się, że autora może to w pewien sposób urazić. Jednak pisząc rzetelnie recenzję, taką prawdę staram się umieścić, ale może nie tak dosadnie.


Książkowy świat Moniki
Monika pochodzi z Rudy Różanieckiej, aktualnie ukończyła studia magisterskie w Rzeszowie na kierunku administracja. Jak widać, nie wszyscy blogujący o książkach związani są zawodowo z literaturą. Właściwie to chyba większość przypadków. Uwielbia czasem oderwać się od szarej i nudnej rzeczywistości, by przenieść się w świat książkowych bohaterów oraz ich przygód. Bloga założyła ze szczytnym założeniem promowania czytelnictwa oraz dlatego, że chciałaby dzielić się tym, co czyta z innymi ludźmi.

Królowa moli
Fenko, Królowa Moli, pochodzi z gminy brzozowskiej, aktualnie studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest osobą otwartą na ludzi, wesołą i przede wszystkim pełną energii. Jej pomysłowość wielokrotnie potrafi zaskoczyć, podobnie jak zaangażowanie z jakim oddaje się ważnym dla niej sprawom. Możecie ją kojarzyć choćby dzięki cieszącym się popularnością wymianami łańcuchowymi, organizowanymi ze względu na dzień dziecka, święta bożonarodzeniowe i inne okazje. Co znaczy Królowa Moli? Fenko, wyjaśnia:

„Ta nazwa ma drugie dno. Bo Fenko jest królową moli. Tak jakby dosłownie, choć wcale nad swoimi poddanymi nie panuje... Studiuję, jak każdy polski student, i w moim małym, słodkim mieszkanku studenckim, a ściślej rzecz biorąc w mojej szafie na ubrania, zalęgły się mole. Małe cholerstwa. Nic ich nie wypleni. Ciuszki walają się wszędzie (byle z dala od szafy), co by mogły pozostać bez dziur. Nie przestaję ze stworami walczyć. Lawenda, spryskiwacze, zapaszki, zawieszki, w skrajnych przypadkach - kop z buciora. Jak się rozprawię, dam znać.”

Spacer wśród słów
Przez długi czas mieszkała w Rzeszowie, ostatnio jednak się przeprowadziła. Bloga pisze z miłości do literatury, chęci dzielenia się własnymi przemyśleniami oraz pragnienia dyskutowania o książkach. Spytałem Ewelinę, czy miejsce zamieszkania ma wpływ na sukces bloga. „Myślę, że o tym czy blog odnosi sukces, czy nie, decyduje przede wszystkim jakość tekstów. To czy ktoś mieszka w Rzeszowie, Krakowie, Poznaniu czy Warszawie nie jest moim zdaniem czynnikiem decydującym. Ważne, by osoba tworząca teksty miała coś do powiedzenia, by umiała ubrać swoje myśli w słowa. Niezwykle istotne jest redagowanie, praca nad stylem, poszerzanie słownictwa, ćwiczenia w pisaniu, udoskonalanie szaty graficznej bloga. Żyjemy w kulturze obrazkowej, to obraz lub chwytliwy tytuł przyciąga czyjąś uwagę i trzeba umieć z tego skorzystać i potrafić dotrzeć do ludzi ze swoimi działaniami. Istotne jest też to, by bloger był kreatywny, miał na siebie pomysł i był w swojej pracy systematyczny.

Na pytanie z czym kojarzy jej się Podkarpacie, odpowiada: Kiedy myślę o Podkarpaciu, zawsze na pierwszym miejscu jest dom czyli Rzeszów, za którym tęsknię. To przede wszystkim spokojny, zielony region. Miejsce bezpieczne, przyjazne, nieco sielankowe, takie z dziecięcych wspomnień. Lubię tu wracać, jeździć rowerem na Plantach w Rzeszowie lub czytać tam książki, chodzić na Rynek, spacerować uliczkami. Na Podkarpaciu czarują mnie piękne Bieszczady i klimat tego miejsca, istniejącego w swoim czasie, niezabieganego. Ewelina jest spokojną, życzliwą, ciepła i sympatyczną kobietą z masą różnych pomysłów w głowie oraz zamiłowaniem do podróży, szczególnie w zdobywaniu szczytów gór.


Drzwi do innego wymiaru
Ula mieszka w Rzeszowie i uczy się w technikum, pomimo że wszyscy polecali jej liceum, ale ona lubi chodzić pod prąd. W przyszłości chciałaby zostać grafikiem komputerowym, do czego z uporem dąży. Jej blog jest portalem do innych wymiarów, co umożliwiają powieści utopijne, fantastyczne i magiczne, a czasami nawet romantyczne. Pełen rozmach! Fantastyka zajmuje szczególne miejsce w jej sercu, miała bowiem wielki wpływ na rozpoczęcie jej przygody z czytaniem. „Kto czyta – żyje wielokrotnie, kto zaś z książkami obcować nie chce, na jeden żywot jest skazany”, to słowa Józefa Czechowicza, z którymi w zupełności się zgadza. O wiele ciekawszym od ziemskiego życia wydaje jej się spędzenie kilku godzin na grzbiecie smoka, albo walcząc z orkami u boku pięknego elfa.

Bookmania
Aneta mieszka w powiecie stalowowolskim „w małej wsi, która nawet nie figuruje na mapie, więc nie ma sensu wymieniać nazwy” – mówi. Bloguje już od ponad roku, ale zachowuje to raczej w sekrecie przed rodziną, wspierają ją za to chłopak i przyjaciółka. Pytana o blog i Podkarpacie, odpowiada: Na moim blogu znajdziecie recenzje książek: kryminały, romanse, obyczajówki, opartych na faktach. Mój blog kieruję przede wszystkim do miłośników książek. Najlepsze w blogowaniu jest to, że można nie tylko pisać dla innych, ale też zachęcać ludzi do czytania :) Uwielbiam, jak widzę, że ktoś sam z siebie mnie odwiedzi, zostawi komentarz, zaobserwuje. Blogowanie zawiera dużo czasu, czego nienawidzę. Podkarpacie zdecydowanie kojarzy mi się z moim domem rodzinnym. Według mnie wpływ na sukces ma przede wszystkim podejście do czytelnika, styl pisania. Czy jeśli mieszkam na wsi, nie mam szans na powodzenie? Przecież wystarczy dobrze pisać, zachęcając czytelników do powrotu.


Cmentarz zapomnianych książek
Klaudia mieszka w powiecie jasielskim, a bloguje już od przeszło trzech lat z przerwami. Kocha książki, to jasne skoro ma stronę poświęconą książkom, jednak jej pasją jest także rysowanie i muzyka. Właśnie z tymi dwoma ostatnimi rzeczami chce łączyć swoją przyszłość. Zapytana o wspomnienia związane z blogiem, odpowiada: kiedyś otrzymałam propozycję (od zaprzyjaźnionych bibliotekarek – skarb! <3), by opowiedzieć o swojej działalności na specjalnie poświęconym spotkaniu. Niestety nie wyszedł on z racji mojego zabiegania w tym i poprzednim roku. Ale jeszcze się uda! Do tego przez prowadzenie bloga poznałam swoją przyjaciółkę, z którą utrzymuję kontakt już dwa lata (jest to moja najdłuższa znajomość przez Internet) i mamy się wreszcie spotkać na Targach Książki w Krakowie. Nie jest to nic niesamowitego, może to dobrze, może źle. Nie liczyłam oczywiście takich horrorów jak zgubienie dziesięciu pojedynczo wysłanych książek na poczcie, jednej przysłanej bez zapowiedzi oraz lekkiego hejtu od jednego człowieka za nazwanie dużej miejscowości „niezbyt dużą”.

Poppapraniec
Ze sobą rozmowy poppapraniec nie przeprowadził, bo uważa go za osobę ciężką w obejściu i nawet mu się nie chce z nim gadać. Poppapraniec mieszka w gminie brzozowskiej, chodzi w sztruksach i nosi długie włosy. Najbardziej nie lubi, kiedy pomija się podwójne „p” w jego nazwie i zamiast Poppaprańca, ludzie mówią do niego jak do zwykłego popaprańca. Piszę o książkach już bardzo długo, kiedyś nawet pisałem własną, ale w przypływie rozsądku porzuciłem ten okropny zlepek zdań. Od ostatniego czasu zajmuję się już nie tylko literaturą, bowiem przerzuciłem się na tematy popkulturowe.

Kilka słów na koniec


Poppapraniec nie twierdzi, że jest to lista absolutna, skończona i bardzo dokładna. Przedstawione blogi poznał na wskutek researchu (uwielbia to słowo, od kiedy zaczęła go używać Lisbeth Salander), który na pewno nie był profesjonalny. Jeśli więc znacie blogerów książkowych z Podkarpacia, o których poppapraniec nie napisał lub sam/a jesteś taką osobą, koniecznie do mnie napisz lub daj znać w komentarzu. Poppaprańca ciekawi, czy w tym zestawieniu znajduje się bliski Wam bloger i czy udało mu się Was zaskoczyć.

poniedziałek, 4 września 2017

Wszystko, co powinieneś wiedzieć o konkursach przedmiotowych


Konkursy przedmiotowe organizowane przez kuratoria oświaty obecne są w szkołach już od naprawdę wielu lat, nawet niektórzy z nauczycieli brali w nich udział, gdy sami jeszcze uczniami byli. Poppapraniec na konkurs polonistyczny wpadł właściwie przypadkiem, po części zmuszony przez polonistkę, którą dzisiaj wspomina z radością, a był wówczas jeszcze bardzo młody i naiwny. Uczniowie mają wiele wątpliwości związanych z konkursami przedmiotowymi, głównie dlatego, że mówi się o nich niewiele i raczej po łepkach, skupiając się wyłącznie na wymaganiach. Z kolei strony kuratoriów niczego prócz wymagań i statystyk nie zawierają. A wątpliwości jest wiele, więc nadszedł czas, by je rozwiać.


Jak to działa?


Konkursy przeprowadzane są na trzech etapach: szkolnym, rejonowym i wojewódzkim. Poziom szkolny odbywa się już w pierwszych miesiącach roku szkolnego, z tym, że nie dla wszystkich przedmiotów w jednym czasie. Różnica między najwcześniej a najpóźniej organizowanym etapem szkolnym zwykle waha się w granicach miesiąca. Z moich obserwacji wynika, że najtrudniej jest właśnie przejść ten pierwszy poziom. W poszczególnych przedmiotach w zależności od maksymalnej liczby punktów do zdobycia do kolejnego etapu przechodzą osoby, które straciły albo kilka punktów, albo nawet kilkadziesiąt. Ciężko to jednoznacznie określić. Wszystko zależy bowiem od poziomu trudności przygotowanego testu i wiedzy uczniów. Jeśli przygotowany arkusz zadań nie należy do najtrudniejszych, tym trudniej przejść do etapu rejonowego, co jest zresztą logiczne. Ile osób przechodzi do drugiego etapu? Jasno określa to regulamin przeprowadzania konkursu. Wiadomo na pewno, że im więcej osób weźmie udział w pierwszym etapie, tym więcej uczniów będzie zakwalifikowanych do etapu drugiego. Dokładne liczby określa kurator oświaty. Tak wyglądały one dla uczniów Podkarpacia w roku szkolnym 2016/17:

Etap rejonowy odbywa się zwykle w samym środku zimy lub pod koniec jesieni. Na tym poziomie nie ma już miejsca na szczęście czy przypadek, bo jest to już spora grupa utalentowanych uczniów z ogromną wiedzą. Do kolejnego etapu kwalifikuje się zwykle około pięćdziesięciu procent uczestników, choć, powtarzam się, dokładną liczbę określa regulamin konkursu w danym województwie. Szukajcie go na stronie kuratorium. Do wymagań przedstawionych na pierwszym etapie dochodzi nowy materiał, z którym należy się oswoić. Zwieńczeniem konkursu przedmiotowego jest etap wojewódzki, kiedy w jedno miejsce zjeżdżają się najlepsi ze wszystkich regionów województwa. Udział w konkursie na tym szczeblu automatycznie gwarantuje tytuł finalisty, choć w niektórych województwach wymagane jest do tego przekroczenie określonego progu procentowego. Tytuł laureata otrzymuje kilka lub kilkadziesiąt osób z najwyższą sumą punktów, ich liczba uzależniona jest od tego, jak wielu uczniów zostało zakwalifikowanych do poprzedniego etapu. Wyniki tego poziomu muszą pojawić się na dłuższy czas przed egzaminem gimnazjalnym, a w szkole podstawowej ma to miejsce w okolicach końca marca/kwietnia.

Jakie są korzyści?


Uzyskanie tytułu laureata wiąże się z wieloma korzyściami. Najważniejszą, która często przyświeca nam już od samego początku, jest zwolnienie z obowiązku pisania egzaminu gimnazjalnego z przedmiotu, w którym jest się laureatem (w przypadku języka obcego nowożytnego – z części trzeciej egzaminu), co jest równoznaczne z uzyskaniem maksymalnej ilości punktów z tej części egzaminu. Równie ważny jest fakt, że szkoły gimnazjalny i ponadgimnazjalne przyznają maksymalną ilość punktów przy rekrutacji uczniom, którzy w szczególnych osiągnięciach na świadectwie ukończenia gimnazjum mogą się pochwalić uzyskaniem tytułu laureata w konkursie przedmiotowym. Osoby starające się o stypendia, znacząco wzmacniają swoją kandydaturę takim osiągnięciem. Zdarza się też, że różne fundacje stypendialne osobiście zachęcają laureatów do ubiegania się o stypendium. Ocena celująca z danego przedmiotu jest gwarantowana! Twoje osiągnięcie może być też nagrodzone przez dyrektora oraz różne instytucje oświatowe gminy. Wraz z wejściem w życie reformy oświaty, laureat konkursu przedmiotowego o zasięgu wojewódzkim lub ponadwojewódzkim, organizowanego z zakresu jednego z przedmiotów objętych egzaminem ósmoklasisty, jest zwolniony z egzaminu ósmoklasisty z tego przedmiotu. Dotyczy to również czwarto- i piątoklasistów, którzy uzyskali ten tytuł w latach szkolnych 2014/2015 – 2016/2017.1 Korzyści jest wiele, ale pozostaje najważniejsze pytanie:

Proszę notować, czas na bardzo ważną kwestię



Jak przygotować się do konkursu, by osiągnąć sukces?


Doskonale znasz swój organizm i umiejętność przyswajania nowej wiedzy. Nie chcę mówić, o jakiej porze dnia ani jak długo powinieneś się uczyć, ponieważ każdy z nas jest inny i sam musi się przekonać, jaki sposób nauki jest dla niego najlepszy. Ale jest kilka podstawowych kwestii, o których powinno się pamiętać.

Systematyczność


Z naszym mózgiem jest jak z innymi mięśniami – jeżeli nie powtarzasz ćwiczeń, muskuły zanikają. Jeśli nie powtarzasz regularnie przerobionego już materiału, mózg może zapomnieć wiele istotnych rzeczy, a przypomnienie sobie o nich w chwili pisania olimpiady graniczy z cudem. Jeżeli przygotowujesz się sam, zarezerwuj sobie jeden lub dwa dni w tygodniu na godzinną sesję przyswajania nowego materiału oraz powtarzania zdobytej już wiedzy. Jestem jednak zdania, że przygotowania pod czujnym okiem nauczyciela, który z pewnością niejednego ucznia przeprowadził już przez olimpiadę przedmiotową. Wskaże Ci rzeczy, na które szczególnie powinieneś zwrócić uwagę, a co możesz potraktować mniej dokładnie. To bardzo ważne, bo zakres materiału do przyswojenia już na początku jest szeroki i przecież poszerza się z każdym kolejnym etapem.

Rozwiąż testy z poprzednich lat


Rokrocznie powtarzają się niektóre zagadnienia wiodące, literatura i wiadomości, co można zauważyć, śledząc zadania z wcześniejszych lat. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo wystąpienia podobnych pytań lub form zadania. Dla przykładu: w konkursie polonistycznym dla uczniów mojego województwa kilka lat z rzędu powtarza się lektura „Ziele na kraterze" Wańkowicza. Najczęstszym zadaniem, dotyczącym tej powieści, było rozwiązanie krzyżówki. Bystrzy uczniowie w trakcie lektury zwracali większą uwagę na szczegóły fabularne, trochę mniej zajmując się innymi elementami.

Widzieć wszystkiego się nie da, ale dobrze jest wiedzieć, czego się spodziewać


Zapoznaj się z wymaganymi umiejętnościami


Wymagania konkursowe jasno określają umiejętności wymagane od uczestników konkursów. „Na wszystkich etapach eliminacji konkursowych uczestnicy powinni wykazać się wiadomościami i umiejętnościami opisanymi w wymaganiach ogólnych i szczegółowych podstawy programowej kształcenia ogólnego w części dotyczącej przedmiotu (...) na I i II etapie edukacyjnym, zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z dnia 27 sierpnia 2012 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół (Dz. U. z 30 sierpnia 2012 r., poz. 977)".2 – W regulaminach konkursów niczym mantra pojawia się taka lub zbliżona informacja, co właściwie można skrócić do stwierdzenia, że uczeń powinien opanować podstawę programową. Poniżej jednak można znaleźć listę wyszczególnionych umiejętności, z którą warto się zapoznać. A nuż coś nam umknęło w czasie przygotowań!

Poznaj środowisko


Utarło się, że laureatami są zwykle uczniowie najstarsi, którzy podchodzą do konkursu w trzeciej klasie gimnazjum lub szóstej szkoły podstawowej, ale i od tej reguły można by przytoczyć liczne wyjątki. Bardzo ważne jest, żeby wziąć udział w konkursie przedmiotowym już na rok przed pójściem do ostatnich klas. Wówczas zdobywa się doświadczenie, które również ma niebagatelną wartość dla osiągnięcia sukcesu. Może i nie zwojuje się jeszcze całego świata, ale zdobędzie się cenną wiedzę: w jakiej kolejności rozwiązywać zadania, ile czasu należy poświęcić na wybrane ćwiczenia, jakich przykładów się spodziewać i wiele innych, cennych informacji, o których osoby podchodzące po raz pierwszy do testu nie mają pojęcia. Zdarzają się sytuacje, kiedy od osiągnięcia tytułu laureata brakuje jednego punktu. Nie martwcie się i nie zniechęcajcie. Mnie się zdarzyła właśnie taka sytuacja – zabrakło tego jednego malutkiego punktu. Ale wyszedłem z wiedzą, która w przyszłym roku pozwoliła mi wywalczyć tytuł laureata. Najważniejsze jest jednak to, że jako osoba zapoznana już z tym środowiskiem, podejdziesz do konkursu z większym spokojem i pewnością siebie. Stres nigdy nie był dobrym doradcą, dlatego warto już wcześniej startować w konkursie przedmiotowym.

Najłatwiejsze do zapamiętania dla mózgu są ręczne notatki


Dwa przedmioty lub więcej – jak to zrobić?


Konkursy przedmiotowe prócz przyswojenia podstawy programowej, wymagają od uczniów także zapoznania się z szerokim materiałem. Czasami jest określany bardzo dokładnie (na przykład poprzez wyliczenie pozycji książkowych, których treści będą dotyczyć pytania), a czasami są to po prostu wiadomości i umiejętności dotyczące jakichś tematów, jak np. rozwiązywanie zadań logicznych i łamigłówek matematycznych, mapa i jej elementy czy sytuacja ziem polskich po III rozbiorze. Z każdym kolejnym etapem zakres wymaganej wiedzy się poszerza i jest coraz trudniej. Dogłębne poznanie materiałów z jednego przedmiotu już stanowi wielki wysiłek, natomiast udział w większej liczbie konkursów jest herkulesową pracą. Szczerze powiedziawszy, im więcej na siebie weźmiesz, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo uzyskania tytułu laureata. Skupianie się na dwóch przedmiotach powoduje nieznajomość jakiejś części materiału z obu przedmiotów. O wiele efektywniejsze będzie poświęcenie całej uwagi przedmiotowi, w którym czujemy się bieglejsi, konkursem z innego przedmiotu zajmując się w miarę możliwości. Wyjątek stanowi sytuacja, kiedy dany przedmiot jest naszym hobby i wymaganą wiedzę mamy w małym paluszku.

Zdrowy rozsądek i dobre samopoczucie


Ma na imię Ania – zwykła nastolatka, z bardzo dobrymi stopniami i sukcesami w różnych konkursach. Po miesiącach przygotowywania się do konkursu nadchodzi ten dzień. Wchodzi do szkoły, w której ma odbyć się kolejny etap. Na korytarzy tłoczy się już kilkadziesiąt osób, wszyscy są ubrani bardzo elegancko. Stoją w niewielkich grupkach pod ścianami lub przy ławkach, rozmawiają z kolegami lub opiekunami. Wszystkim udziela się nerwowa atmosfera, ktoś zapomniał oświadczenia, ktoś tłucze na pamięć wiadomości, bojąc się, że czegoś nie zapamięta, ktoś inny jeszcze sprawdza czy wszystkie długopisy piszą. Anka obserwuje uczniów podających legitymację nauczycielowi przewodniczącemu. Wszyscy są przyciszeni, niektórym ręce trzęsą się tak bardzo, że nie są w stanie wyciągnąć legitymacji. Ktoś z komisji straszy, że jeśli komuś zadzwoni telefon, ta osoba z marszu zostanie wyprowadzona z sali. Co prawda taka sytuacja bardzo dawna nie miała miejsca, ale wszyscy się martwią. Niektórzy są tak poddenerwowani, że nie potrafią opanować drżenia.

Anka i poppapraniec nie rozumieją, dlaczego wszyscy idą jak na ścięcie. Konkurs przedmiotowy, strój galowy, kuratorium oświaty – to wszystko brzmi bardzo poważnie, ale czy to nie dobry powód, żeby zażartować sobie przed wejściem na salę, uśmiechnąć się do innych osób, nawiązać nowe znajomości? Owszem, rywalizacja pozostaje rywalizacją, ale kreowanie takiej nerwowej atmosfery jest niezdrowe, męczące psychicznie i nie działa na niczyją korzyść. Uczestnicy, pamiętajcie, że od tego konkursu nie zależy Wasze życie! Uśmiechnijcie się, zjedzcie kilka kawałków czekolady i napiszcie test na tyle, na ile Was stać. :) A po powrocie do domu odpocznijcie, należy się Wam po takim wysiłku intelektualnym.

Jakie są Wasze wspomnienia i doświadczenia związane z konkursem przedmiotowym? Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach! Koniecznie przeczytajcie też pogadankę z Klaudią, która przybliży Wam konkursy przedmiotowe, bo zna je od podszewki.

_______________________________
1 art. 44zx ustawy z dnia 14 grudnia 2016 r. Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo oświatowe (Dz.U. z 2017 r. poz.60)

2 ZAKRES WIEDZY I UMIEJĘTNOŚCI WYMAGANY NA KONKURS JĘZYKA POLSKIEGO DLA UCZNIÓW SZKÓŁ PODSTAWOWYCH  W WOJEWÓDZTWIE ZACHODNIOPOMORSKIM W ROKU SZKOLNYM 2016/2017

poniedziałek, 4 września 2017

Pogadanka o konkursach przedmiotowych, czyli z czym to się je

Konkursy przedmiotowe to temat nurtujący raczej niewielką grupę, mimo to w Internecie brakuje tekstów, które poruszałyby to zagadnienie. Dlatego napisałem TEN tekst oraz poprosiłem Klaudię z bloga Zaksiążkowana o pogadankę dotyczącą szeroko pojętych konkursów przedmiotowych. Dziewczyna ma doświadczenie, bo brała w nich udział kilkukrotnie: uzyskała tytuł laureata w konkursie z języka angielskiego, tytuł finalisty z języka polskiego oraz zakwalifikowała się do rejonowego etapu konkursu z historii. Zapraszam więc na tę pogadankę :)

Zacznę od kwestii palącej, bo najbardziej interesującej każdego, kto chciałby pretendować o tytuł laureata. Jak wyglądały Twoje przygotowania do konkursu?

Z przygotowaniami do konkursu bywało różnie, wszystko w zależności od przedmiotu. Angielskiego zaczęłam się uczyć, zanim jeszcze umiałam chodzić, a to jakieś bajki, a to książeczki, które czytała mi mama. Zawsze uczyłam się go więcej niż innych przedmiotów, więc przed konkursem nie było inaczej. Po prostu przerzuciłam się na podręczniki, których znajomość zalecano do konkursu. Jedyna różnica była taka, że przez te kilka miesięcy czytałam dużo tekstów na temat historii Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, ponieważ ta wiedza też była wymagana do konkursu, a na co dzień uczę się raczej ze zwykłych repetytoriów, historii tych krajów nigdy nie zgłębiałam.

Co do konkursu polonistycznego, historia jest trochę zabawniejsza (przynajmniej dla mnie, gdy mam przed oczami moją polonistkę). Do pierwszego etapu uczyłam się tyle, co na kilku kółkach, czyli praktycznie nic. Dlatego byłam bardzo zaskoczona moim wynikiem i dopiero wtedy podeszłam do tego na poważniej. Do drugiego etapu uczyłam się już solidniej, sięgałam po różne źródła, a warto zaznaczyć, że niektóre materiały, których znajomość kuratorium wymaga, są naprawdę trudno dostępne. Wiadomość o przejściu do trzeciego etapu tak mnie zmobilizowała, że starałam się obkuć materiał z każdej możliwej strony. Na feriach przychodziłam do pustej szkoły i spędzałam godziny z polonistką, która chyba liczyła na to, że odstawię inną naukę (w tym angielski) na rzecz polskiego i po części tak się stało, bo nie uczyłam się praktycznie nic do egzaminu gimnazjalnego, a i angielski trochę sobie odpuściłam, bo w tej dziedzinie czułam się znacznie pewniej.

Brałam też udział w konkursie historycznym, gdzie zakwalifikowałam się do etapu rejonowego. I moja refleksja jest taka, że jest to chyba najłatwiejszy konkurs, ponieważ jeśli naprawdę perfekcyjnie zapozna się z przewidzianym materiałem, to raczej nic nas nie zaskoczy. Zarówno na etapie szkolnym, jak i rejonowym, nie pojawiło się nic spoza podanej literatury. Do tej pierwszej części przygotowywałam się sporo, bo stwierdziłam, że większe szanse mam z historii niż z polskiego, i zaskutkowało to tym, że uzyskałam maksimum punktów. Ale później naukę odpuściłam, bo trzy konkursy po prostu mnie przerosły, a jak widać miałam tak przekonywującą polonistkę, że uległam jej sugestiom, żeby odpuścić historię i przyłożyć się do polskiego. Dalej niż do etapu rejonowego nie zaszłam.

„Na feriach przychodziłam do pustej szkoły i spędzałam godziny z polonistką (...)”. Też przez to przechodziłem :)
Uczyłam się sporo, głównie z książek i w mniejszym stopniu posiłkowałam się Internetem. Angielski zawsze sprawiał mi przyjemność, a po tym jak w drugiej klasie zabrakło mi dwóch punktów do laureata, nie dopuszczałam do siebie myśli, że w tym roku mi się nie uda. Może przez to, że ustanowiłam sobie taki cel, nauka nie przychodziła mi z trudnością. Z polskim było różnie, część materiału mi odpowiadała i nawet cieszę się, że natrafiłam na niektóre wiersze, których zapewne nie poznałabym, gdyby nie konkurs. Natomiast opracowania to była męka, w szczególności Pigoń, którego zapamiętam już chyba do końca życia (Radek coś o tym wie) [o tej historii możecie przeczytać na końcu pogadanki (przyp. poppaprańca)]. Materiał z historii był łatwo przyswajalny, ale trzeba było poświęcić na to dużo czasu, którego ja już nie miałam. Doszłam do wniosku, że lepiej skupić się na dwóch konkursach i zajść wyżej, niż rozdrobnić to na trzy.

Czy żeby zostać laureatem trzeba posiadać jakieś szczególne predyspozycje, czy wystarczy samozaparcie i dużo chęci? Jak myślisz? 

Odpowiedź na to pytanie też jest po części zależna od konkursu. Jeśli chodzi o ten historyczny, to wystarczy mieć czas, chęci i odpowiednio dużo determinacji. Z konkursem polonistycznym jest chyba trochę inaczej. Wydaje mi się, że tutaj trzeba mieć trochę większe obycie z językiem, łatwość w formułowaniu wypowiedzi i znajomość podstawowych zasad gramatycznych. Dużo zależy od naszej wyobraźni i samodzielnej interpretacji, wiele pytań jest bardziej intuicyjnych i nie wszystkiego można się wyuczyć. Cóż, może dlatego, że zawsze pisałam bardzo dużo i w szkole podstawowej, i w gimnazjum, poszczęściło mi się na pierwszym etapie konkursu? Uczyłam się wtedy naprawdę niewiele. Nie zmienia to faktu, że jeśli ma się naprawdę dużo chęci i samozaparcia, to na pewno daleko się zajdzie.

Jeśli chodzi o język angielski, to jest naprawdę temat rzeka. Ubolewam nad tym, że połowa nazwisk na liście jest zagraniczna i niestety w wielu przypadkach jest tak, że laureatami zostają osoby, które większość życia spędziły za granicą. Czy to jednak wystarcza? Nie zawsze. Mam znajomą, która dwanaście lat spędziła w Stanach, przyjechała do Polski, ale nie dostała się nawet do etapu rejonowego. Wynika to po części z tego, że za granicą ludzie mówią bardzo niedbale, dla Amerykanów nie istnieje coś takiego jak mowa zależna albo czas Present Perfect. Jest też część kulturowa, gdzie jest mnóstwo informacji i niuansów, których trzeba się po prostu wyuczyć. Ciągle jednak osoba, która spędziła większą część życia w kraju anglojęzycznym, ma bardzo, bardzo duże ułatwienie w takim konkursie.

Przez te kilka miesięcy popełniliśmy całe morze notatek


Jakie korzyści płyną z uzyskania tytułu laureata i finalisty?

Jako laureat z angielskiego byłam zwolniona z części językowej na egzaminie gimnazjalnym, miałam też automatycznie zagwarantowane przyjęcie do każdej szkoły ponadgimnazjalnej. Identyczne korzyści daje Ogólnopolska Olimpiada z Języka Angielskiego dla Gimnazjalistów, przy czym jest o stopień wyżej niż konkursy kuratoryjne, więc przy hipotetycznej sytuacji, że do klasy X ubiegają się o przyjęcie sami laureaci konkursów kuratoryjnych, jako laureat z Olimpiady Ogólnopolskiej będę przyjmowana w pierwszej kolejności. Ta olimpiada jest jednak konkursem bardzo specyficznym i tutaj nie wystarczy już wiedza na poziomie liceum, bo dla porównania mogę powiedzieć, że zadania, które rozwiązuję, przygotowując się do egzaminu CAE, nie sprawiają mi takiej trudności jak te konkursowe. I oczywiście są też inne korzyści. Konkurs kuratoryjny przysparza mnóstwo nerwów, stresu, złości i rozgoryczenia. No i może odrobinkę satysfakcji. ;) Ale jeśli mam być szczera, o wiele bardziej ucieszyłam się z tytułu laureata z olimpiady niż z konkursu kuratoryjnego. Jednakże ten drugi też mnie uszczęśliwił, poczułam się, jakbym wykonała jakieś od dawna zaplanowane zadanie.

Tytuł finalisty z polskiego teoretycznie daje punkty do liceum, ale w moim przypadku system ich nie liczył, bo miałam już maksimum za laureata. Może gdyby sytuacja była trochę inna, cieszyłabym się z tego tytułu o wiele bardziej, ale gdy wiem, że punkt więcej, a byłabym laureatem, nie potrafię pohamować lekkiego żalu i rozgoryczenia.

Jest jedna sytuacja, którą mogłabym jeszcze przytoczyć odnośnie do tego punktu. Otóż, jako że jestem człowiekiem bardzo niezdecydowanym, to i nie mogłam się zdecydować na liceum, do którego ostatecznie pójdę. Papiery złożyłam... ale po czasie. Podejrzewam, że gdyby nie olimpiada i konkursy kuratoryjne, nie dostałabym się na profil, który wybrałam, a który był też tym najbardziej oblężonym. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą przydać się nam takie osiągnięcia. Ale mimo wszystko polecam składać podanie w terminie. ;)


„(...) niektóre materiały, których znajomość kuratorium wymaga, są naprawdę trudno dostępne.”

Czy udział w konkursie wniósł coś nowego do Twojego życia?

Oczywiście, że tak! Po pierwsze, i chyba najbardziej oczywiste, duże pokłady wiedzy. Ta z angielskiego już mi się przydaje, ta z polskiego na pewno przyda się w liceum. Wprawdzie laureatem nie zostałam, ale pocieszam się myślą, że przynajmniej „Pana Tadeusza” mam już omówionego. :) Zdałam sobie też sprawę, jak wiele pracy potrzeba, aby osiągnąć coś w takim konkursie i naprawdę podziwiam osoby, które są laureatami z kilku przedmiotów. Wyobraźcie sobie, że w Rzeszowie jest dziewczyna, która uzyskała ten tytuł w sześciu dziedzinach — sześciu!

Jak postrzegasz innych uczestników konkursu?

W obu konkursach brałam udział sama, przynajmniej w tych późniejszych etapach, więc żadnych większych znajomości nie nawiązywałam. Przed konkursem nie myślałam nawet, aby do kogoś zagadać, bo zwyczajnie stres był za duży, a w myślach powtarzałam jeszcze to, czego się nauczyłam. Ale tak się złożyło, że przeglądając listę osób zakwalifikowanych do drugiego etapu konkursu polonistycznego, rzuciło mi się w oczy nazwisko Radka (a miał najwyższą ilość punktów) i zaczęłam się zastanawiać, czy ja go przypadkiem nie kojarzę z Recenzji Optymisty. I tak się zaczęła nasza internetowa znajomość, a że Radek jest najmilszym człowiekiem pod słońcem, to automatycznie zaczynam wszystkich uczestników konkursu postrzegać bardziej pozytywnie. :D

Czy udział w dwóch konkursach może być owocny?

To chyba nie podlega wątpliwości, udział w takich konkursach daje naprawdę dużo. Owszem, pochłania dużo czasu i energii, ale ostatecznie wychodzimy z tego bogatsi o nową wiedzę i doświadczenia. A czasem nawet przyjaźnie. Sam fakt, że wzięłam udział w dwóch konkursach sprawił, że może byłam trochę pewniejsza siebie. Tłumaczyłam sobie to tak, że jak nie uda mi się w jednym, to może osiągnę coś w drugim. I rzeczywiście tak się to skończyło, z laureata jestem zadowolona, z finalisty nawet też. Ważne jest to, aby startować w tych dziedzinach, w których naprawdę czujemy się pewni. Materiału jest sporo i jeśli weźmie się udział w konkursie ze znienawidzonego przedmiotu, na pewno nic się nie osiągnie. Sądzę też, że warto skupić się na mniejszej ilości przedmiotów, aby osiągnąć w nich lepsze wyniki. Osiągnęłam coś w angielskim i polskim, ale zrobiłam to kosztem historii. Jedno jest pewne — próbować zawsze warto. Wystarczy odrobina miłości do danego przedmiotu. ;)

Dziękuję za pogadankę!

Klaudii chciałbym z całego serca podziękować za całą energię i sympatię, jaką włożyła w odpowiadanie na moje pytania. Mam nadzieję, że teraz konkursy kuratoryjne nie są Wam już tak obce.

____________________________________________
A historia z Pigoniem polega na tym, że kuratorium w literaturze obowiązkowej podało „Pana Tadeusza” z opracowaniem wybitnego Stanisława Pigonia. Warto zaznaczyć, że wydań tej epopei z opracowaniem Pigonia jest kilkanaście, każde z nich zawiera jakieś dodatkowe uwagi lub zmodyfikowaną treść. Zdobycie tego wymaganego wydania graniczyło z cudem. To opracowanie liczy sobie ponad kilkadziesiąt stron i jest pisane trudnym językiem. Nie wiadomo było, czego się można spodziewać po „Panu Tadeuszu” z opracowaniem Pigonia, bo jest to pozycja pokaźnych rozmiarów. Na jej analizowanie i czytanie poświęciliśmy niezliczone godziny. Wreszcie nadszedł dzień konkursu. Wiecie co? Zadanie dotyczące tej epopei i jej opracowania polegało na napisaniu do niej dedykacji...

sobota, 5 sierpnia 2017

Facebook mnie usunął, czyli czas na zmiany

Tu Optymista Poppapraniec!


Czasami jestem życiowo supernieporadny. Na przykład, żeby wsiąść do autobusu, który z pobliskiego miasteczka zawiezie mnie do mojej niewielkiej wioski, muszę się logistycznie nagimnastykować (choć przez miasto przejeżdża dziennie tylko kilkanaście autobusów), a potem jeszcze wykazać odwagą przy kupowaniu biletu. A z Facebookiem było tak, że pomyliłem sobie daty urodzenia o kilka lat. Nie pytajcie. I pewnego dnia Facebook stojący na straży swojego prawa zapukał do mojego profilu z informacją, że... trzylatki nie mogą sobie jeszcze założyć konta w tym serwisie.

Potem Facebook zażądał, żebym mu udowodnił te swoje trzy latka jakimś papierem tożsamości. Toteż takiego mu pokazałem wała. Myślałem o próbie przekupstwa Zuckerberga, ale okazało się, że zawartość kieszeni prowincjonalnego blogera-trzylatka go nie zadowoli. Moje konto za jakiś czas zostanie automatycznie usunięte, a wraz z nim fanpejdż poprzedniego bloga. Dziś bloger bez Facebooka to jak rolnik bez ciągnika, więc podjąłem decyzję o nowym fanpejdżu, a co się z tym wiąże, również nowym blogu. I przyznam, że to był bodziec, na który od dawna czekałem. Bowiem Recenzje Optymisty od jakiegoś czasu zaczęły mnie uwierać. Dużo było tematów niezwiązanych tematycznie z tamtą stroną, a ciągłe pisanie recenzji znudziło się nawet mnie. Nie wspomnę o czytelnikach, którzy znudzeni tą powtarzalnością poszli gdzieś indziej. 


Witam wszystkich na Poppaprańcu!


A cóż to w ogóle za zlepek ten Poppapraniec? To taki stwór, którzy porusza tematykę związaną z szeroko rozumianą popkulturą. To nadal miejsce, w którym literatura gra pierwsze skrzypce, ale nie jest jedyna. Autor pisuje bardzo dużo recenzji książek i filmów, rozkmin dotyczących nastoletnich dylematów, bo choć nie umiał udowodnić Facebookowi, że nie jest trzylatkiem, to wierzcie mu na słowo, jest nastolatkiem! Publikuje wiersze, które po prostu mu się podobają, czasami dodając do nich interpretację. Poppapraniec tryska humorem lub pluje jadem, zależy od tematyki i jego nastawienia do tematu, nie boi się mówić, co jest złe, a jeśli już to mówi, zawsze dba o celne i logiczne argumenty.

Będzie fajnie, serio :)