Ariana | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lutego 2019

„Drapieżna skorpionica” czyli Gayga 1982–1993



Posiada wykształcenie muzyczne – skończyła państwową szkołę muzyczną w klasie skrzypiec, poza tym jest absolwentką wydziału pedagogicznego na Uniwersytecie Śląskim. W 1980 roku wyjeżdża do Ameryki, gdzie poznaje nową falę, doświadcza zachodniego stylu życia i obserwuje tamtejsze gwiazdy. Po latach śpiewania w żeńskich formacjach, tak bardzo charakterystycznych dla PRL-u, decyduje się na granie rocka. Rok później wraca do Polski. Zaczyna z przytupem od wzbudzających mnóstwo kontrowersji kreacji scenicznych, tworzy wokół siebie tajemniczą atmosferę. Na początku kariery pod szyldem Gaygi skąpi informacji o sobie, tłumacząc, że „nie chcę, aby ktoś pisząc, czy mówiąc o mnie, powoływał się na wielostronicową biografię. Mój życiorys, życiorys Gaygi, ma swój początek w roku 1982 i to wszystko”. Milczy na temat wykształcenia muzycznego, odpowiada tylko: „To nie jest ważne. (...) Zawodowcy zwykli mawiać: potrafisz, to pokaż. Zagraj, zaśpiewaj, a potem zajrzymy w twoje papiery”.

„Drapieżna skorpionica”


Gaygi trudno było nie zauważyć. Włosy w siedmiu kolorach, czerwona obroża z przypiętymi do niej kartkami na mięso, obcisłe bluzki, różowe futerko, panterka, lśniące legginsy, ostry makijaż. Kiedyś nawet występowała w bluzce zrobionej z siatki na cebulę. Słowem – skandal. Jaskrawe ubrania przywiozła ze sobą z Ameryki, wydała na nie wszystkie zarobione tam pieniądze. W tworzeniu outfitów pomagał jej Kanadyjczyk Richard Boulez, który swego czasu pomagał w tej kwestii także Oldze (wówczas) Jackowskiej, ale były to bardziej przyjacielskie rady niż rzeczywisty wpływ na wybory Kory. Gayga w jednym z wywiadów podkreśla, że gdyby nie ten wszechstronny człowiek, nie odważyłaby się tak ekstrawagancko nosić. Mr Bouleza można zobaczyć w teledysku do „Chodzę, stoję, siedzę, leżę”.


Piosenkarka koncertowała na pięciu kontynentach, zwiedziła nawet Mongolię czy Wietnam, gdzie, jak wspomina, publiczność była nią bardzo zainteresowana, bowiem na występy przybywały tłumy. Od wietnamskiego ministra kultury otrzymała nawet jakiś medal (brak dokładnych informacji na ten temat). W Polsce jej piosenki pojawiały się w telewizyjnych listach przebojów. Dużą popularnością cieszyła się zwłaszcza w swoich rodzinnych stronach, czyli na Śląsku. W kraju miała tylu fanów, co przeciwników. Wiele osób odrzucała jej krzykliwość, zarzucano jej brak talentu, charyzmy i umiejętności wokalnych. „Nie narzekam. Byłoby gorzej, gdyby nic o mnie nie mówiono. W życiu estradowym pomocna jest zarówno niechęć, która mobilizuje, jak i aprobata, która utwierdza w artystycznych poczynaniach”. Jest bardzo pewna siebie. „Ja jestem szalona Gayga, niczym nieustępująca Korze. Chciałabym zagrać mecz rockowy z Korą.” Obojętność na słowa krytyki ilustruje poniższy cytat.

– Inni ci trochę dogryzają, ostatnio Marek Wiernik w wywiadzie z Urszulą opublikowanym w „Non Stopie”.
– Czytałam. Możesz zadać mi inne pytanie?

Rockowe brzmienie


Twórczość Gaygi przyciąga uwagę ze względu na kilka elementów. Przede wszystkim jest to ciekawa barwa mocnego głosu, który potrafi osiągać naprawdę wysokie rejestry. Gayga bardzo umiejętnie operuje na wysokich dźwiękach, co łączy z rockowym zacięciem w trudnych, ale jakże efektownych wokalizach i ozdobnikach. Poza tym w aranżacjach Gaygi widać doświadczenie zdobyte w czasie muzycznego kształcenia. Jej utwory charakteryzują niebanalne zagrania i różnorodność brzmień. Trochę gorzej bywa w warstwie tekstowej. Stolarska ich raczej nie pisze, lepiej odnajduje się w aranżowaniu utworów. Współpracuje z różnymi tekściarzami, czasem bardziej, czasem mniej utalentowanymi. Zdarzają się piosenki ze słowami bez sensu (np. „Motyle na dwóch nogach”), ale są też różne perełki, jak na przykład „Graj, nie żałuj strun” albo „Ja ruchomy cel”.

Pierwsze sukcesy Gaygi na listach przebojów wiązały się z coverem „Promises In The Dark” Pat Benatar pod polskim tytułem „Ostatni singiel”. Jej piosenki to przede wszystkim energia i drapieżność. Godne uwagi są: odważny tekst drwiący z chrześcijańskiej wizji nieba „Zabierz mnie do piekła”, depresyjne „Leżę pod namiotem”, drapieżnie zaśpiewane „Chodzę, stoję, siedzę, leżę”, bogate w zachwycające wokalizy „A na razie jest jak jest”, działające na wyobraźnię „Nie lubię swoich snów”, tchnące nadzieją „Wolna jak ptak”, klimatyczne „Mam dużo spraw” oraz wspomniane już wcześniej największe hity Gaygi: „Ja ruchomy cel” i „Graj, nie żałuj strun”.

Koniec kariery


Pod pseudonimem Gayga piosenkarka wydała dwa albumy: „Gayga & Din” (1985) oraz „GAYGA” (1993). Ponadto w 2005 i 2006 roku wydano kompilacje starych utworów wraz z dotąd niepublikowanymi pod tytułami: „Z list przebojów” i „Ja ruchomy cel”. Po roku 1993 Krystyna Stolarska wcale nie porzuciła pracy z muzyką. Rozpoczęła karierę jako MC Diva i znów odnosiła duże sukcesy, tym razem jednak w gatunku dance. Poza tym śpiewała w pierwszych reklamach produktów Mokate, później komponowała także muzykę sakralną oraz disco-polo. Choć nigdy nie była artystką pierwszoplanową na polskiej scenie, warto zapoznać się z jej twórczością, która jest nieodłącznym elementem naszej kultury lat osiemdziesiątych.


Bibliografia:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103089,8199639,Krystyna_Stolarska_nie_zyje__Odeszla_Gayga___gwiazda.html
http://www.artykul.com.pl/historia-pewnego-talentu-gayga/
http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35063,3982788.html?disableRedirects=true
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krystyna_Stolarska
https://bibliotekapiosenki.pl/osoby/Stolarska_Krystyna
https://www.youtube.com/watch?v=_DicpuT1ZH8
https://www.youtube.com/watch?v=iYdjqiY2Q4Y
https://natemat.pl/27199,dwie-artystki-punk-i-jeden-bog-wielkie-rock-n-rollowe-diwy-i-ich-niesamowite-metamorfozy
https://www.last.fm/pl/music/Gayga+I+Din/+wiki?ver=1 (wymienione nagrody)
http://radio.opole.pl/index.php?idp=475&idx=317&go=morelist&sp=3
https://www.pomponik.pl/plotki/news-gayga-przez-cale-zycie-byla-drapiezna-i-ostra-zmienila-ja-do,nId,2548811
http://www.80s.kei.pl/viewtopic.php?t=10600&postdays=0&postorder=asc&start=0&sid=b5510b7e8d3dbb9ac01a083b22065755
http://www.magazynhandlowiec.pl/filizankowe-imperium
http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,30853,w-swiecie-kawy-i-herbaty.html
https://sbc.org.pl/Content/285378/pl-1993-19.pdf (Richard Boulez)
https://artmuseum.pl/pl/archiwum/archiwum-tadeusza-rolke/2226 (Richard Boulez z Korą)
zdjęcia:
https://krystynastolarska.blogspot.com/p/zdjecia.html
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiIuTBo2XT55f2Hs-kXIJS0a41BK_OUFbMLir3rzTLXw4-8sOdbTo2OPABuu9iFy5uit-t7B4yKLW_D6KqfiDFeBXNbSGCMY-exEUxNdschZzpk0lAntlkP3jWgwzD6WwngnMVOMQEWzL4t/s1600/976e5a84cae99ecf.jpg
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgBIbufc8fYqCUGzMH3i6EeOUOovEPUgxdZfqVOkWYGuH_cfLZzyMv9eHjMisFE6mAjUxk1fkN5l43VY_2UXjv7x6ivZ750zUXU4BporSyPUG43C2hRdXoNkJhi1HJltfE39HUfBiHgXP1S/s1600/58edb7318d5c47cc.jpg

niedziela, 30 grudnia 2018

Chcę ci powiedzieć coś na dwa sposoby – Maanam


Pierwszym interpretowanym utworem będzie „Chcę ci powiedzieć” wydanym w 1979 r. Utwór został zarejestrowany przez zespół jeszcze pod nazwą Maanam Elektryczny Prysznic w składzie Jackowski, Porter i Kora.

źródło
Napięcie budowane jest już od samego początku. Podmiot bardzo pragnie przekazać, co ma do przekazania, ale zamiast mówić konkretnie, raz po raz podkreśla swój zamiar. Powtórzenie to zabieg, który pełni funkcję gry między zakochanymi. Doskonale wiedzą, co zaraz usłyszą, ale odwlekają ten moment, co po prostu sprawia im przyjemność. Wreszcie kobieta artykułuje swoją potrzebę bliskości, robi to szybko, w prostych słowach, czekając na szybkie spełnienie żądania.

Druga zwrotka pozornie prowadzi do kolejnych czułych słów, dlatego zaskakuje klarowny, nieznoszący sprzeciwu rozkaz o zupełnie odmiennym wydźwięku:
„Więcej mnie nie dotykaj
I nie stój przy mnie blisko”
Okazuje się, że ton, którym wcześniej wyrażono miłość, tak samo dobrze nadaje się do przekazania negatywnie nacechowanego komunikatu. Między zakochanymi musiało dojść do rozłamu. Podmiot kategorycznie stawia żądania, co świadczyłoby o jego pewności siebie, z drugiej strony ujawnia strach. Wyrzuca z siebie słowa z lękiem, kobieta nie jest pewna reakcji drugiej strony. Być może żałuje tej chwili szczerości, dlatego kończy w sposób jednoznacznie określający cel jej wypowiedzi, nie pozwalając ani sobie, ani kochankowi na dodanie choćby słowa więcej. Droga od miłości do nienawiści jest bardzo krótka.

Co może chcieć przekazać podmiot w kolejnym fragmencie, używając we wstępie znów tych samych słów? Kobieta pragnie powrotu, samotność na nowo przypomina jej o lękach, które zeszły na dalszy plan, kiedy to kochanek był najważniejszym elementem zaprzątającym jej myśli, a przy tym jej obrońcą. Warto zwrócić uwagę na to, że inaczej niż w pierwszej czy ostatniej zwrotce, podmiot najpierw sygnalizuje potrzebę bliskości oraz trwania obok, dopiero później wspominając o pieszczotach. Ostatni wers jest powtórzeniem pierwszego, sytuacja narracyjna zamyka się w kręgu.

Konstrukcja utworu zwraca uwagę na cykliczność zachowań w związku. Zakochani nie mogę być permanentnie żądni bliskości, z tego względu w związku zdarzają się kłótnie, które przeradzają się czasami w rozstania. Ale wystarczy chwila rzeczywistej rozłąki, by para na powrót do siebie zatęskniła. O potrzebie „oddechu” w związku Kora wspomni w sposób bezpośredni w późniejszym utworze „Samotna rzeka”:

Miłość bez rozstania
Jest jak bez kolców róża
A róża bez kolców
to nuda nuda nuda

Sposób śpiewania doskonale podkreśla tę prawidłowość rozstań i powrotów. Tekst sam w sobie niesie ładunek różnych emocji, myślę tu przede wszystkim o głębokim kontraście między żądaniami podmiotu w pierwszej i drugiej strofie. Natomiast w tekście wzbogaconym warstwą muzyczną i wokalem Kory te różnice zanikają. Jednostajny sposób śpiewania wszystko wyrównuje. Nie ma czego podkreślać, przecież opisywane wydarzenia stanowią nierozerwalną całość, ciąg.

źródło

Nie ulega wątpliwości, że w jakiś sposób z „Chcę ci powiedzieć” powiązany jest utwór, który został wydany piętnaście lat później na płycie „Róża”. Mowa o „Mówię do Ciebie coś”, który od piosenki z 1979 r. różni się w warstwie tekstowej niuansami, nie ma jednak wątpliwości co do tego, że jest to odrębne dzieło. Stanowi wariację poprzedniego hitu grupy.

Pierwsza zauważalna różnica między dwiema piosenkami to oczywiście kompozycja muzyczna. Trudno mi dociec, na ile świadomie wprowadzono różnicę brzmień, a na ile wynika to z metamorfozy zespołu na przestrzeni lat działalności, pewne jest na pewno, że „Mówię do Ciebie coś” to utwór, z którego bije smutek i melancholia. Klimat zupełnie odmienny od tego z szybkiej, jednostajnie wyśpiewanej poprzedniczki. Można to dość luźno zinterpretować w następujący sposób: piosenka z 1994 r. jest kontynuacją sytuacji opisanej we wcześniej interpretowanym tekście, z tym że teraz sytuacja między kochankami posunęła się w czasie, jest bardziej dojrzała, zaś podmiot rozważniej dobiera słowa.

Skupmy się na obrazie nakreślonym w tekście. „Mówię do ciebie” to sformułowanie, którego używa się w sytuacji, kiedy druga strona albo nas nie słucha, albo nie bierze naszych słów na poważnie. W ten sposób próbujemy zwrócić uwagę odbiorcy, podkreślić znaczenie słów, które wypowiedzieliśmy lub które dopiero zaraz padną. Powtórzenie nie jest już żadną formą gry między dwoma osobami, nie buduje napięcia, po prostu walczy o uwagę tego, do którego zwraca się podmiot.

„Mówię do ciebie coś
Mówię do ciebie szybko
Mówię do ciebie coś
Chcę być przy tobie blisko

Być blisko twoich oczu
Być blisko twoich ust
Spragniona czułych pieszczot
Spragniona czułych słów”

Druga zwrotka jest tożsama z tekstem z „Chcę ci powiedzieć”. Ale jak odmienne jest jego przesłanie! W tych słowach brak radości, można z nich wyczytać raczej tęsknotę za czymś, co od dawna jest już poza zasięgiem kobiety. Obwinia mężczyznę o brak czułości, ale w sposób niepewny, jakby miała wątpliwości co do tego, czy ten w ogóle reaguje na jej słowa.
W dalszej części utworu znów mamy do czynienia z kategorycznym, negatywnie naładowanym żądaniem.
Chcę ci powiedzieć
Więcej mnie nie dotykaj 
I nie stój przy mnie blisko 
Boję się twoich oczu 
Boję się twoich słów 
Hej ty tam, jesteś sam!
Mówię do Ciebie coś
Więcej mnie nie dotykaj 
I nie stój przy mnie blisko 
Boję się twoich oczu 
Boję się twoich ust 
Już nie chcę twoich pieszczot 
I nie chcę gorzkich słów 
Odmienny jest wydźwięk obu podkreślonych fragmentów. W tym pierwszym wybrzmiewa młodzieńczy bunt, nie ma miejsca na wyjaśnienia, po prostu stało się. W drugim miejsce pewności zajmuje żal. Rozgoryczenie z powodu sprawiających przykrość słów i pieszczot, w których brak uczucia. Może zresztą przerodziły się w coś złego, co ma niewiele wspólnego z miłością. „Twoje (...) usta tak kiedyś kochane/ Bez litości bez litości dziś kłamią”.
Słowa te, choć pełne żalu, wyśpiewane są w sposób drapieżny. W jakim celu? Czy to próba wzbudzenia złości w partnerze, czy też mechanizm obronny? Te stanowcze żądania podszyte są bliżej nieokreślonym niepokojem.

Ostatnie zwrotki to znany już z „Chcę ci powiedzieć coś” powrót kochających się bohaterów. Okazuje się, że miłość dojrzała podlega temu samemu cyklowi. Ale rodzi się pytanie: to dobrze, czy źle?

Podsumowanie


W wywiadach Kora podkreślała, że piosenki pojawiające się na kolejnych płytach są inspirowane tym, co działo się w jej życiu między jedną a drugą płytą. Swoje utwory zawsze pisała w pierwszej osobie, dlatego też należy przypuszczać, że zarówno w „Chcę ci powiedzieć" jak i „Mówię do Ciebie coś" zawarła cząstkę siebie. Tyle warto wiedzieć, za niepotrzebne uważam interpretowanie piosenek pod względem ścisłych odniesień do miłosnych zawirowań tej wspaniałej gwiazdy.  Nie ulega wątpliwości, że oba utwory są wspaniałym opisem stanu zakochania, okraszone ciekawym rytmem, językową wrażliwością i umiejętnością zamykania myśli w krótkich zdaniach. Z całego serca zachęcam do dalszego zgłębiania twórczości Kory – niesamowicie charyzmatycznej piosenkarki, ale niemniej utalentowanej poetki.

środa, 6 czerwca 2018

Recenzja Long & Junior - Co ja Robię (NOWOŚĆ 2018)




Dzień dobry dziś przychodzę do was z recenzją piosenki Long & Junior - Co Ja Robię. Na poczontku musze powiedzieć, że lubię disco polo, bo można się fajnie bawić. Dlatego moja recenzja bendzie troche osobista więc mozecie się z nią nie zgadzać. Wasz wybór :)) Ale to nie tylko recenzja, bo intepretacja też!

Piosenka zaczyna się tak: 
Jesteś mą jedyną skarbie, do miłości trampoliną
Zakochałem się dziewczyno w Tobie, co ja robię 
Autorzy pewnie mieli na myśli, że chcą skakać po dziewczynie. Hehehe to oczywiście żart trochę zboczony :) Ten refren fajnie wpada ucho i nauczyłem się go na pamięc już jak ją usłyszałem pierwszy raz w radiu. Nie powiem jakim chyba, że mi zapłacom. No ale dobra. Mi by się podobał bardziej jakby się rymowało, ale tak też morze być. Chłopaki fajnie to śpiewają na teledysku i widać że się wczuwają. Wogule teledysk jest spoko, ładne panie i super pomysł! Ja bym takiego na pewno nie wymyślił

Kiedy chcę tańczyć z nią ona tańczy sama,
Codziennie wrzuca coś na instagrama,
Potrafi zepsuć każdą przygodę,
Nie przybija (Nie) piątek na zgodę
Ciągle obraża się na fejsie blokuje mnie
I godzinami przed lustrami może stroić się

To mi się podoba, że oni śpiewają o życiu bez kłamania że jest idealne. Bo nie jest!!! Wogule chyba pierwszy raz w życiu słyszę piosenkę w której śpiewająm o instagramie i Facebook a taka jest prawda że dziewczyny ciągle siedzom na tych telefonach i blokują nas jak się obrażą o byle co! I z dziewczynami nie możesz np jechać na rower jak z kolegami, bo zaraz muwi że jest zmęczona i chce się jej wracać. No i chyba nie musze nikomu mówić, że facet gdzieś idzie to w pieńć minut jest gotowy a dziewczyna to musi chyba z dwie godziny siedzieć w łazience. Brawo chłopaki za życiowe tekstY!

Zgadzam się z Zespołem SHOWMAN a z Szymon Szymon nie

I taka właśnie jest moja dziewczyna,
Co awanturą każdy dzień zaczyna,
Nie lubi sprzątać i nie gotuje,
A ja to wszystko wytrzymuje.
Koleżanki ma dwie, co wiedzą jak ściemniać mnie,
Gdy galeriami z zakupami ciągle włóczą się,
Ja na jej punkcie chyba zwariowałem,
Bo taką ją pokochałem!

Hehe, tutaj chyba trochę przesadzili no bo każdy dzień zaczynać awanturą się raczej nie da :p Ale nie wiem czemu śpiewają, że wytrzymują że ona nie sprząta i nie gotuje ?? No bo co to za kobieta! Fajna jest ta gra słów "sciemniać mnie", ale plebs nie zrozumie, sorrki :)) Ale ogulnie piosenka kończy się dobrze bo w końcu on ją kocha. Lubię takie życiowe piosenki o miłości i uważam, że nie ba prawdziwej imprezy bez nich . No to do zo na nastepnej immprezie?!!?

A i zapomniałem się zapytać czy się wam podoba ta pisenka ????
pzdr Kazimierz K.

piątek, 2 lutego 2018

Co słychać w styczniu? | Podsumowanie muzyczne


Na początku zaznaczam, że poniższe zestawienie nie dotyczy tylko (albo w ogóle) najnowszych utworów, to tylko podsumowanie tego, co usłyszałem w styczniu i bardzo przypadło mi do gustu. Wiecie, odkrywanie nowych zespołów i piosenek to naprawdę superzabawa, dlatego proszę Was o to, żebyście w komentarzu zostawili swój hit stycznia. Takie wymienianie się swoimi ulubieńcami może przynieść coś fajnego zarówno mnie, jak i całym rzeszom czytającym tego bloga (ni krzty ironii). W tym miesiącu w ruch poszły syntezatory, które moim skromnym zdaniem nadają utworom niepowtarzalnego klimatu.


Po pierwszym odsłuchaniu pojawiła się myśl, że to może być coś ciekawego. Kolejne odkrywały przede mną coraz więcej treści zawartych w tym utworze, pozwalały na niego spojrzeć z różnym perspektyw, przez pryzmat różnych własnych doświadczeń. Jestem ciekawy, jakie wspomnienia i emocje wzbudzi w Was. Charakteru nadaje gitara, rozsiewająca poczucie niepewności, zwalniająca myśli. Niestrudzony bas hipnotyzuje, do czego przyczynia się też wokal – trochę zmęczony, wyzuty z nadziei i energii. Adekwatny do przekazu. Słuchając „Gallowdance” (tytuł można rozumieć jako wisielczy taniec), doszedłem do wniosku, że język niemiecki wyjątkowo dobrze oddaje mroczne myśli. Hanover brzmi mocniej, kiedy przechodzi z angielskiego na swój ojczysty język, piosenka wówczas silniej oddziałuje na emocje, łatwiej ulec atmosferze grozy. Moim zdaniem teledysk jest doskonałym dopełnieniem tego klimatu. Poza tym przyciąga uwagę i zapada w pamięć dzięki sugestywnym ujęciom. Darkwave w najlepszej postaci.


Kolejna piosenka niemieckojęzyczna, która wiele zyskuje na tym, że śpiewana jest w tym właśnie języku. Mówią o sobie martwe manekiny grające smutny pop i to słychać, a także widać na teledysku. Mnie w „Kalter Lippenstift” przede wszystkim przyciąga ścieżka dźwiękowa, pozostawiając gdzieś w tyle przekaz piosenki. Trzeba przyznać, że melodia brzmiąca z jednej strony dość beztrosko, ale nabierająca zgoła odmiennego charakteru dzięki dodatkowym akcentom w tle, od razu wpada w ucho i nie można się jej pozbyć od tak. Długo będzie Wam chodzić po głowie.


Myślałem nad osadzeniem wersji albumowej, ale jednak wydaje mi się przydługa, a poza tym na powyższym filmiku możemy oglądać niepowtarzalną Divine, która ma w sobie coś przyciągającego niezależnie od tego, co robi ani jak wygląda. Karierą Divine zainteresowałem się po obejrzeniu „Różowych flamingów” (1972), które do dzisiaj robią wrażenie i wciąż pozostają kontrowersyjne. I słuchając tej piosenki, za każdym razem myślę sobie, że drag queen śpiewająca o kimś, kto nie okazał się wystarczająco męski, jest odważna. Poza tym Divine ma po prostu ciekawą barwę głos i ta chropowatość idealnie pasuje do poruszanej przez nią tematyki.


Moje pierwsze myśli po odsłuchaniu tej piosenki, to przede wszystkim: świeżość, lekkość i zabawa muzyką. Wokalistka, Olivia Merilahti, będąca też autorką tekstu, ma w sobie nieposkromione pokłady energii i pozwala swoim słuchaczom uszczknąć tej dziarskości. Wydaje się Wam, że już gdzieś to słyszeliście? Całkiem możliwe, bo trzy lata temu TVN wykorzystał utwór do swojego spotu wizerunkowego na wiosnę. Wpada w ucho, nieprawdaż? :)

sobota, 9 grudnia 2017

Polskie piosenki nie mają przesłania


Czytałem książkę, jadąc komunikacją miejską i swoim zwyczajem podsłuchiwałem ludzi. Obok siedzieli dziewczyna i chłopak. On całkiem wysoki, sprawiał wrażenie pewnego siebie, ale o spojrzeniu niebystrym, ona zaś całą sobą dawała otoczeniu do zrozumienia, że kto ośmieli się do niej odezwać, zostanie zabity wzrokiem, a potem zmiażdżony glanem z logiem Steela (tylko czekać, aż jej się to steelowskie tałatajstwo rozklei). Prowadziła monolog na temat muzyki, od czasu do czasu przerywany jakimiś chrząknięciami ze strony niebystrookiego, że niby rozmawiają, że niby słucha. Padały różne nazwiska wykonawców, tytuły piosenek, a ja – choć niespecjalnie władam językami obcymi – zauważyłem, że to tylko i wyłącznie muzyka anglojęzyczna. I pewnie nie wzbudziłoby to we mnie większych emocji, gdyby nie to, że kończyła swoją wypowiedź niepochlebnymi słowami w kierunku twórców polskojęzycznych.

Utkwiła mi w głowie ta krytyka, więc podstępnie wypytałem ludzi w wieku tamtej dziewczyny o to, jakiej muzyki słuchają. Sytuacja się powtórzyła, z prędkością karabinu maszynowego wymieniali tytuły i zespoły tworzące w języku angielskim, a byli to ludzie całkiem nieźle władający tym językiem, jak i radzący sobie z nim gorzej niż ja (tzn. naprawdę źle). A polscy wykonawcy? – pytam, wtedy na twarzach rozmówców maluje się coś na kształt niechęci. Polskich wykonawców nie lubią słuchać, bo teksty nie mają przesłania, bo muzyka nie wpada w ucho i w ogóle bo nie. Tak szczerze, nie dziwię im się, że są tego zdania, ponieważ wydaje mi się, że po prostu bardzo rzadko mają okazję spotkać się z muzyką, która by ich zainteresowała. Zwłaszcza gdy najpopularniejsze stacje radiowe na okrągło atakują kiczowatym disco-polo albo zdecydowanie częściej do głosu dopuszczają utwory anglojęzyczne.
Problem nie polega na tym, że słucha się coraz więcej piosenek w języku angielskim. Problemem jest nieuzasadniona niechęć i krytyka dla polskiego rynku muzycznego. Możemy przecież pochwalić się wykonawcami na najwyższym poziomie, którzy, tworząc, sięgają po różne gatunki. To nie tylko przedstawiciele disco-polo, hip-hopu, rapu i popu, polska scena muzyczna ma do zaoferowania znacznie więcej. Wielu Polaków zresztą bardzo dobrze śpiewa po angielsku, nadal jednak nie cieszą się zbytnią popularnością. Dlaczego? Przecież teksty bez przesłania, nieciekawa aranżacja muzyczna i inne przytaczane bolączki dotyczą niewielkiej części twórców polskich. Dotyczą zresztą twórców każdej narodowości. Zwykło się narzekać już nie tylko na muzykę, ale ogólnie na kulturę polską. Film polski na pewno będzie słaby, książce polskiego autora w ogóle nie warto poświęcać uwagi. Skąd bierze się ta nieuzasadniona pogarda dla rodzimej twórczości? 

niedziela, 3 grudnia 2017

Podsumowanie muzyczne listopada (bo książkowe byłoby nudne)

Serio, w listopadzie na mojej półce z książkami nie działo się nic ciekawego. Oprócz Świątecznych Targów Książki w Rzeszowie, ale wszystko co z tym związane, opisałem w relacji z wydarzenia. Było fajnie. Za to jeśli chodzi o muzykę, eksperymentowałem ze wszystkim, co tylko możliwe i dzięki temu próbowaniu wszystkiego, co wpadło mi w uszy, znalazłem nowe zespoły, które być może spodobają się także i wam. Nie jest to zestawienie wyłącznie najświeższych hitów, bo właściwie skakałem w latach jak tylko się dało. Jest depresyjnie i wesoło – kwintesencja mojego listopada.




Gang Śródmieście zaistniał w moim świecie zupełnie przypadkiem, to zasługa tego słynnego portalu, na którym wszyscy słuchają muzyki. Najciekawsze, że stało się to rychło w czas, bo premiera debiutanckiego albumu zespołu – Feminopolo – przypadła na 23 listopada, więc jest to świeżynka na rynku muzycznym. Zastanawiałem się, którą z piosenek dostępnych na tym słynnym portalu umieścić w tymże podsumowaniu, bo właściwie każdy utwór jest odrębnym dziełem utrzymanym w różnym klimacie. Gang Śródmieście sięga po różne gatunki muzyczne, poruszając jeszcze różnorodniejszą tematykę. Jednych piosenek można słuchać jak hitów radiowych, innych nie wypada traktować podobnie, bo utwory mają przesłanie, do którego nie przystoi podejść w sposób błahy i lekki. Gang Śródmieście tworzy songi doskonałe – tekst, z którym mogą utożsamić się nie tylko kobiety (ale głównie one), interesująca aranżacja wpadająca w ucho (trudno później o niej zapomnieć) i wokal. Głos Karoliny Czarneckiej oraz Magdy Dubrowskiej są jak dobra komplementarne (że zabłysnę wiedzą z podstaw przedsiębiorczości) i tworzą genialną całość. 




Utwór też stosunkowo nowy, zaczął krążyć po Internecie w październiku. To idealna piosenka do wstawania i zasypiania. Można ją odczytać na kilka sposobów, w kilka sposobów też oddziałuje na emocje odbiorcy. U mnie na przykład wzbudza pewnego rodzaju smutek i melancholię w stosunku czegoś bliżej nieokreślonego. Jej odbiór jest jeszcze bardziej uczuciowy w połączeniu z teledyskiem będącym ciekawym komentarzem do relacji w związkach między kobietą a mężczyzną, z tym, że role zostały zamienione. Dlatego powstały obraz tak przemawia do odbiorców. Czy zmusza do refleksji? Jak najbardziej. Czy przyniesie ukojenie? Przyniesie. Czy zasmuci? Też.




Leciało w jakimś radiu o nieludzkiej porze, od razu zahipnotyzowała mnie wyraźna melodia. Sam tekst i jego tematyka trafił do mnie jakieś dziesięć odsłuchań później, bo u mnie z angielskim kiepsko, zresztą skupiłem się głównie na muzyce – dla mnie wręcz idealnej kompozycji. Klimatem jak najbardziej wpisuje się w smętny i ciemny listopad. Aż się prosi o założenie słuchawek i nocną jazdę PKS-em na drugi koniec Polski w pogoni za wspomnieniami. Numer z 1983 roku, aż dziw, że wcześniej nie udało mi się na niego wpaść. No ale wszystko przecież przychodzi w odpowiednim momencie, w jakimś konkretnym celu, nieprawdaż? Proszę się przyznać: komu przy słuchaniu poleciała łza?




Sarsa nigdy nie była jakoś szczególnie bliska moim upodobaniom muzycznym, ale ta piosenka trafiła na idealny moment. Wracałem wówczas z bardzo emocjonującej wizyty w większym mieście i akurat kończyłem Czarne narcyzy Katarzyny Puzyńskiej. Skończyłem ostatnią stronę kryminału i w radiu leciały akurat Motyle i ćmy. Moje pierwsze skojarzenie: Lana Del Rey. Piosenka spokojna, ale melancholijna i opowiadająca o dość przykrej sytuacji. Raczej nie zostanie ze mną na dłużej, ale na listopad nadaje się idealnie. Estetycznie bardzo atrakcyjnym dopełnieniem utworu jest teledysk, nasycił wszystkie moje zmysły, może dlatego Motyle i ćmy tak skutecznie zaprzątnęły moje myśli. Podoba mi się.




Maanam właściwie pasuje mi zawsze i do wszystkiego, głównie ze względu na moją miłość do Kory, co tu ukrywać (zgadnijcie, czyje zdjęcie mam na tapecie). Elektrospiro kontra Zanzara to utwór, niosący ze sobą dużą dawkę energii, Kora w całej okazałości prezentuje potęgę i moc swojego głosu. Skuteczne narzędzie do radzenia sobie z jesienną chandrą. Kim jest Elektrospiro i Zanzara? Pogrzebałem trochę w Internecie, poszukując odpowiedzi na to pytanie i natknąłem się na wywiad z Korą, w którym moja idolka mówi: Elektrospiro kontra Zanzara jest jedną z najciekawszych piosenek, jeżeli chodzi o (jej) powstanie. To był rok chyba 1986 albo 1987, ja byłam we Włoszech na festiwalu Due Mondi, to jest wielki festiwal, który organizował Menotti. (…) Duża grupa była z Teatru Starego, grałam z nimi przez miesiąc, dzień w dzień. (…) Był między innymi Bińczycki, jako jeden z aktorów, ciągle mówił do mnie tak: „Kora, pamiętaj, bo nie zdążyłem, kup mi to urządzenie, elektrospiro kontra zanzara”. To było to urządzenie, które dzisiaj wkładamy do kontaktu, na komary. Jak widać za inspirację może posłużyć wszystko, nawet środek na komary.

A w jakich kręgach muzycznych przez ostatni miesiąc obracaliście się wy? Jestem ciekaw, czego namiętnie słuchaliście w te wszystkie deszczowe dni. Podzielcie się ze mną swoimi ulubionymi utworami w komentarzach. :)