Ariana | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 sierpnia 2017

Biografia Caspara Lee, czyli o tym jak słynnego youtubera uznałem za postać fikcyjną

Caspar Lee i Emily Riordan Lee „Caspar Lee", Egmont, Warszawa 2017

Ta książka jest o mnie, ale niestety jej nie napisałem. To robota mojej mamy. Uważam nawet, że ta książka jest nielegalna, więc jeśli ją kupiliście, na dobrą sprawę wsparliście działalność przestępczą. No i co wy na to? Myślę, że mama bierze odwet za dzień, w którym przyszedłem na świat, i ponoć chciałem ją wtedy zabić. Na pewno nie daruje sobie tej historii... Z tej książki dowiecie się również, jak wyglądał mój pierwszy dzień w szkole, i dlaczego mam taką wielką głowę. Będzie i o tym, że zawsze cieszyłem się powodzeniem u pań i tak dalej. No wiecie, same ważne rzeczy. W każdym razie, pierwszą wersję tej książki znalazłem w drukarce i, jak zobaczycie, zdementowałem niektóre z bezczelnych kłamstw mamy. No to bawcie się dobrze. Ale pamiętajcie, że prawdziwe są tylko te kawałki, w których wypadłem korzystnie.

Że jestem mocno zacofany w popkulturze, a w szczególności w dziedzinie youtube'owych sław, zdawałem sobie sprawę, choć nie bez zażenowania, bo przecież chociażby powierzchownie powinienem się w tym wszystkim orientować. Pewnego dnia padła propozycja zrecenzowania tejże biografii, którą w całej swej naiwności uznałem za ciekawie się zapowiadającą powieść. Gdzie był rozum, gdy czytałem opis? Nie mam pojęcia, prawdopodobnie miał mnie gdzieś (a może to ja go gdzieś miałem), co zresztą zdarza się nagminnie! I w ten sposób Caspara Lee uznałem za bohatera literackiego. Brawo, Radziu, ty geniuszu! Niemniej jednak cała ta komedia omyłek wyszła mi na dobre, bo poznałem historię bardzo ciekawego człowieka i przeczytałem naprawdę dobrą biografię. Jak to mówią, głupi ma zawsze szczęście.

Zdjęcie z mamą pochodzi z instagrama Caspara
Ale tyle już o moim zacofaniu, bo mamy do omówienia biografię znanego youtubera. To, co pierwsze rzuca się w oczy, to bogata, ale przemyślana, szata graficzna. I bynajmniej nie mam tu na myśli wyłącznie przyjemnej dla oka okładki, bowiem każda strona tej biografii okraszona jest zabawnymi, prostymi ilustracjami. Rysunki są nie tylko estetycznym uatrakcyjnieniem lektury, ponieważ pozwalają także na łatwiejsze zrozumienie sytuacji Caspara (który nie znosi, gdy jego imię zapisuje się w błędny sposób, jako Casper), a poza tym dodają pozycji wiele uroku i kreują niepowtarzalny klimat beztroski oraz swobody. Naprawdę bardzo łatwo się przy niej zrelaksować, tym bardziej, że nasz główny bohater to osoba bardzo sympatyczna, szalona i przezabawna.

Biografię czyta się również lekko ze względu na styl mamy Caspara, która jest autorką tego tytułu. Emily Riordan Lee pisze językiem prostym, ale życie swojego syna relacjonuje w formie pogawędki z czytelnikiem. Dużo tu słownictwa nacechowanego emocjonalnie, różnych zwierzeń i bezpośredniości opisów nawet intymnych sytuacji, dzięki czemu czytelnik ma wrażenie, jakby siedział z autorką przy wspólnym stole i wsłuchiwał się w zajmującą opowieść o chłopaku, który od zera zbudował swoją markę, dzięki której stał się dobrze rozpoznawalną gwiazdą. W ogóle historia Caspara Lee jest fascynująca – już od dzieciństwa prowadził zwariowane, trochę nietypowe i zabawne życie. Śledzenie jego rozwoju w sieci sprawia odbiorcy wielką przyjemność, a to za sprawą, że już na pierwszych stronach Lee, jak i cała jego rodzina, zyskuje sobie naszą sympatię. No bo jak tu nie kochać takich zakręconych i wesołych ludzi?

Zaskoczyło mnie, co wynika z lektury, że Caspar wielu rzeczy o swoim dzieciństwie dowiaduje się dopiero z tej biografii. Nie wiem, na ile jest to prawdziwe, niemniej jednak wydaje mi się trochę smutne. Caspar chyba jednak nie odczuwa tego w taki sposób, co wnioskuję na podstawie jego komentarzy pojawiających się na marginesach prawie każdej strony. Początkowo wydawały mi się żenujące i irytujące ze względu na to, że rozpraszały i utrudniały lekturę. Kiedy się jednak już zapała sympatią do youtubera, jego uwagi przestają irytować, niektóre potrafią nawet rozbawić. W ogólnym rozrachunku biografia ta jest bardzo ciekawą pozycją. Napisana lekkim piórem, utrzymywana w formie pogawędki, okraszona humorem Caspara i przede wszystkim wciągająca. To naprawdę wspaniałe, móc śledzić rozwój osoby, który pokazuje, że dzięki wytrwałości, zapałowi i wielkim pokładom zainteresowania można osiągnąć naprawdę wiele. Wszystkim gorąco polecam!

Oceniam: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję

czwartek, 11 maja 2017

Ludzkość to tylko pył we wszechświecie

Rafał Cichowski „Pył Ziemi”, SQN, Kraków 2017

W XXIV wieku Ziemia umiera. W przestrzeń kosmiczną zostaje wystrzelony Yggdrasil, statek pokoleniowy, który ma zapewnić przetrwanie gatunkowi ludzkiemu. Ponad siedemset lat później para nieśmiertelnych istot, technologicznie pod​rasowanych Ziemian, wraca na błękitną planetę. Od powodzenia ich misji zależy ocalenie statku i wszystkich osób znajdujących się na pokładzie. Muszą odnaleźć tajemniczą Bibliotekę Snów, w której zapisano ogół wspomnień ludzkości. Czy misja Lilo i Reza powiedzie się?

Największa zaletą powieści, za którą Cichowskiemu należą się głębokie pokłony do ziemi, jest kreacja świata przedstawionego – po prostu mistrzostwo. Autor z wielką dbałością o szczegóły stworzył bardzo frapującą wizję przyszłości ludzkości i wyposażył ją w równie intrygujący Yggdrasil, statek kosmiczny wybiegający daleko w przyszłość, jeśli chodzi o technologiczną budowę. To bardzo śmiały projekt, ale w science fiction wspaniałe jest właśnie to, że im coś jest różniejsze od teraźniejszych możliwości, tym bardziej przykuwa uwagę czytelnika. I w całej swojej misternej kreacji świata autor dba o to, by całość trzymała się ram logiki. W tym przypadku nie sposób zgodzić się z wypowiedzią Mateusza Ucińskiego, który pisze: „Obojętnie, jakie są czasy, i jakie panują ustroje, jedno pozostaje niezmienne – bardzo wysoki poziom polskiej fantastyki”. I „Pył Ziemi” jest tego potwierdzeniem.

W swojej drugiej już książce Cichowski w kilku momentach nawiązuje do debiutu „2049”, który jest chyba dobry, bo został nominowany do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla. Są to aluzje widoczne nawet dla osób, które powieści tej jeszcze nie przeczytały (w tym ja) i z pewnością są zachętą do zapoznania się z nią, bowiem kto nie chciałby się dowiedzieć, co działo się na Ziemi w 2049 roku? Jedynym mankamentem „Pyłu Ziemi” był dla mnie mało istotny detal. Otóż narrator, odnosząc się do XXIV wieku, mówił o starożytności, a nie są to czasy aż tak odległe od tych współczesnych bohaterom. Akcja powieści rozgrywa się tysiąc lat później. To trochę dziwne, że autor w taki sposób dzieli historię ludzkości, nie podając przy tym żadnego przełomowego wydarzenia, które pozwoliłoby na zaakceptowanie takiego stanu rzeczy.

RAFAŁ CICHOWSKI

Głównym bohaterem tej powieści jest Rez, ale prawda jest taka, że to nie on ma najciekawszy i najwiarygodniejszy portret psychologiczny. Według mnie najlepiej skonstruowany został lord Jack Nothing. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że to kompletny świr z równie porąbaną rodzinką. Śmiejcie się, ale tak to w skrócie wygląda. Lord to typ rzezimieszka (ale zajmującego najwyższe stanowisko w swojej rekonstrukcji wiktoriańskiego Londynu), który świetnie nadawałby się na czarny charakter, gdyby nie wzbudzał w czytelniku takiej sympatii swoim hulaszczym sposobem bycia, ironią, ciętym językiem i skłonnością do popadania w samozachwyt. To ekscentryczny narcyz – jak tu takich nie kochać?

„– Gdzie jest Biblioteka Snów? – pyta go Lilo.
– W mieście Aurora, osiemdziesiąty drugi stopień szerokości geograficznej północnej, sześćdziesiąty drugi stopień długości geograficznej zachodniej, samo centrum miasta, około stu dwudziestu metrów pod pałacem królewskim, wielkie cylindryczne pomieszczenie wykute w lodowcu. Coś jeszcze?
– Nie, dzięki. To właściwie wszystko, czego potrzebujemy – odpowiadamy zaskoczeni.
– To dobrze. Jak już będziecie mordować królową, przekażcie jej, że Jack Nothing przesyła pozdrowienia. Dzięki, pa!”

„Pył Ziemi” może wzbudzać różne emocje, ale pewne jest jedno – czytelnik nie będzie się nudził. Rafał Cichowski świetnie prowadzi akcję, raz po raz zaskakując kolejnymi niespodziewanymi zwrotami akcji. Autor nie odpuszcza nawet na kilkadziesiąt stron od zakończenia, wywracając całą fabułę do góry nogami, a sam finał jest na tyle zaskakujący i dziwny, że dodaje do książce pewnego uroku. Niektórzy zaliczą to jako wadę, innym się spodoba. Rafał Cichowski eksperymentuje z różnymi gatunkami i sposobami kompozycji, ale trzeba przyznać, że robi to umiejętnie, przez cały czas intrygując odbiorcę, chociaż zdarzają mu się potknięcia wymagającego od odbiorcy cierpliwości. W ogólnym rozrachunku „Pył Ziemi” jest jak najbardziej godną polecenia lekturą, do której przeczytania gorąco wszystkich zachęcam!

Oceniam: 7/10 8/10 (za Bibliotekę Snów)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję