Ariana | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blogerzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blogerzy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 listopada 2017

Przypadek self-publishingu, który okazał się małą rewolucją na rynku wydawniczym


Poppaprańcowi dotychczas self-publishing kojarzył się głównie z desperatami, których po prostu nikt nie chce wydawać ze względu na wartość (a raczej brak) ich książek. Natknął się już na kilku autorów, którzy mogli pozwolić sobie na wydanie własnym sumptem kilkuset egzemplarzy powieści, sami zajmowali się promocją produktu, zwykle ograniczająca się do molestowania pytaniami o recenzję wszystkich możliwych blogerów. Ale to ciemna strona self-publishingu. W ostatnim czasie za taki sposób wydawania swoich książek wzięli się ludzie z głową. I udowodnili, że jeśli się chce, można zarobić w ten sposób niemałe pieniądze. Czy tradycyjni wydawcy powinni się obawiać?

Czym jest self-publishing?


Zanim do naszych łapek trafi egzemplarz książki, musi ona przeczołgać się przez cały proces wydawniczy. Najpierw ktoś to czyta, pokazuje autorowi, gdzie może coś zrobić lepiej, wyłapuje wszystkie nieścisłości i z zimną krwią je morduje. To znaczy autor morduje, redaktor tylko podpowiada kogo czy jak. Kiedy już dzieło ma ręce i nogi, przychodzi pan lub pani z czerwonym długopisem i kreśli, wstawia przecinki, poprawia literówki. Jeżeli tekst jest gotowy, ktoś musi go połamać, zająć się okładką, blurbem. A potem drukowanie, dystrybucja, promocja, sprzedaż. I w tradycyjnym wydawnictwie autor zajmuje się tylko stworzeniem powieści oraz jej obróbką wespół z redaktorem. Self-publishing wszystkie te zadania kładzie na barki autora, który musi logistycznie je ogarnąć. Bo to nie jest tak, że sam redaguje, drukuje i promuje — do tego musi zebrać własnych ludzi.

W takim razie na myśl przychodzi pytanie: po co obciążać się kontrolowaniem kolejnych etapów powstawania powieści, skoro tradycyjny wydawca zrobi to za autora? Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Według relacji różnych autorów na każdym sprzedanym egzemplarzu swojego dzieła artysta może zarobić maksymalnie kilka złotych. Radkowi Kotarskiemu, którego działalności głównie poświęcony jest ten tekst, za sprzedany egzemplarz „Włam się do mózgu” tradycyjni wydawcy proponowali mniej niż cztery złote. Dość mało jak na dwa lata wytężonej pracy nad poradnikiem mówiącym o tym, jak uczyć się efektywniej. Zdecydował więc, że książkę wyda sam, a każde cztery złote ze sprzedanego egzemplarza przeznaczy na Pajacyka. No i tak zrobił.

Takie podpisywanie tysięcy książek może skutkować... markomanią!

Kto się komu do mózgu włamał?


Kotarski nie chciał mówić swoim odbiorcom o tym, co robić, by uczyć się efektywnie, dopóki nie zdobędzie pewności, że proponowane przezeń metody rzeczywiście działają. Przeprowadził więc na sobie eksperyment polegający na to, że używając najnowocześniejszych metod szybkiego uczenia się, opanuje jeden z języków obcych, z którym nigdy wcześniej nie miał do czynienia. Wśród licznych propozycji znalazły się: japoński, gruziński a nawet serbski. W wyniku losowania przeprowadzonego przez żonę Kotarskiego (rzucała ona piłeczkami pingpongowymi do kubeczków, w których ukrywały się różne języki obce) polskiemu youtuberowi przyszło nauczyć się języka szwedzkiego. Podjął się tego wyzwania, stosując metody uczenia się, opisane w jego książce. Po pół roku przystąpił do testu Swedex organizowanego przez Uniwersytet Ludowy w Gdańsku mającego zweryfikować jego znajomość języka szwedzkiego. Zdał śpiewająco.

Co dalej?


Radek Kotarski więc napisał książkę o różnych metodach efektywnej nauki i kontrolował jej dalsze powstawanie oraz obróbkę na kolejnych etapach w myśl self-publishingu. Zgromadził wokół siebie grupę ludzi, którzy pomagali mu na różnych etapach przygotowywania tytułu do sprzedaży. I choć początkowo myślał o wydaniu wyłącznie swojej pozycji, projekt rozszerzył się o dwie autorki — Arlenę Witt z książką do nauki angielskiego „Grama to nie drama” podzieloną na dwa tomy i Red Lisptick Monster z „Tajnikami paznokci”. Wreszcie tytuły trafiły do sprzedaży. To co nastąpiło później, przerosło najśmielsze oczekiwania wszystkich biorących udział w tym przedsięwzięciu.


Nakład wyczerpany, prosimy o cierpliwość!


Pierwszy nakład książki Radka (15 tys. egzemplarzy) rozszedł się w 5 dni. Podobnie potoczył się los drugiego nakładu. Od 20 września br. Kotarski sprzedał swój poradnik w 40 tysiącach egzemplarzy. Jednakowo oba nakłady „Grama to nie drama” zostały już wykupione, a dodruk kolejnych tysięcy egzemplarzy jest już w drodze. Poradnik Ewy Grzelakowskiej-Kostoglu „Tajniki paznokci” również odnosi sukces, pierwszy nakład jest na wyczerpaniu. Wszystkie poradniki sprzedawały się jak ciepłe bułeczki, pomimo dość wysokiej ceny 50 złotych za „Włam się do mózgu” i „Tajniki paznokci” oraz 100 złotych za obie części podręcznika do nauki angielskiego napisanego przez Arlenę.


Co łączy Michała Szafrańskiego i Radka Kotarskiego?


Trzeba zauważyć, że podobne zamieszanie na rynku wydawniczym wprowadził w ubiegłym roku Michał Szafrański twórca strony „Jak oszczędzać pieniądze?”. Wydał on „Finansowego ninję” także poprzez self-publishing i w ciągu 5 miesięcy zarobił na swojej książce 1,65 miliona złotych. Nie da się ukryć, że Kotarski wzorował się na postępowaniu Szafrańskiego, co widać w tym, że:

  • każdy, kto zakupił książkę w okresie premierowym, cieszył się darmową wysyłką tytułu oraz autografem autora/ki
  • na poradniki nie przewiduje się żadnych promocji
  • książki można nabyć wyłącznie poprzez stronę internetową. Nie pojawią się na półkach księgarń, ponieważ to właśnie marże hurtowni i księgarzy stanowią najczęściej 50% ceny detalicznej (okładkowej) w przypadku wydawania tradycyjnego
  • każdy zakupiony egzemplarz wspiera fundację charytatywną


Mała rewolucja rynku wydawniczego?


Radosław Kotarski założył wydawnictwo będące „kontynuacją niesamowitej i wytrwałej pracy rodziny Altenbergów, której praca nad książkami została niestety przerwana niedługo przed drugą wojną światową. Ich genialne podejście do wydawania wartościowych książek było w całej Polsce powszechnie znane.” W jednym z wywiadów dyrektor wydawniczy zdradza, że wydawnictwo codziennie dostaje propozycje wydawnicze od interesujących autorów, co pozwala poppaprańcowi nazwać przedsięwzięcie Kotarskiego małą rewolucją na rynku książki. Bardzo dobre wyniki sprzedaży, jakie osiągnęło w krótkim czasie wydawnictwo Altenberg, są niepodważalnym dowodem na to, że można wydać bestseller bez udziału wydawcy tradycyjnego, który w aktualnej postaci nie potrafi zapewnić autorowi należytego wynagrodzenia. Jedynym minusem innowacyjnego podejścia wydawnictwa Altenberg jest wysoka cena książek, niemniej jednak to tylko mankament na tle korzyści, jakie oferuje ono swoim odbiorcom. Zresztą zainteresowanie tytułami wcale nie maleje ze względu na cenę. Poppapraniec jest zdania, że projekt Kotarskiego może przyczynić się do zmiany podejścia wielu tradycyjnych wydawców, choć z pewnością będą to zmiany powolne i przez wielu krytykowane.


Zachęcam do zapoznania się z projektem Kotarskiego:



Źródło głównego zdjęcia. Pozostałe fotografie pochodzą z fanpejdża Polimatów.

piątek, 22 września 2017

Poznaj podkarpackich blogerów książkowych

Wszyscy mamy swoje ulubione blogi i swoich ulubionych autorów. Cenimy sobie ich humor, wiedzę, szczerość i umiejętność zainteresowania odbiorcy. A czy wiemy skąd są ci, których tak bardzo lubimy? Często okazuje się, że nie, bo mało kto o tym pisze. Co jeśli nasz ulubiony bloger mieszka zaledwie kilkanaście kilometrów od nas? Dlatego poppapraniec przekopał Internet wszerz i wzdłuż, by odnaleźć blogerów książkowych z województwa podkarpackiego. Pewnie nie wiedzieliście, że pochodzą właśnie stąd. 

Katarzyna Grzebyk
Mieszka na wsi, co uważa za duży przywilej. Jej wieś to Połomia w gminie Niebylec w powiecie strzyżowskim. Tu mieszka od zawsze i nie zamierza się stąd ruszać. Na co dzień pracuje w Rzeszowie jako dziennikarka. Bloguje, bo uwielbia pisanie, kocha czytać książki, interesuje się literaturą – jej blog to miejsce na tego typu aktywność, a blogowanie to po prostu jej pasja. Bardzo lubi poezję, sama zresztą pisze, co zaowocowało I miejscem w ogólnopolskim konkursie poetyckim. Działa w redakcji czasopisma „Blogostrefa”.

Na pytanie co najbardziej jej się podoba w Podkarpaciu, odpowiada: „Podkarpacie to najpiękniejsze województwo w Polsce, oczywiście☺Zróżnicowane geograficznie, z trudną przeszłością, bogatą wielokulturową tradycją, wspaniałą historią i cudownymi Bieszczadami. Najbardziej lubię Bieszczady, ale chętnie i z ciekawością dziecka odwiedzam każdy zakątek naszego województwa. Polecam wszystkim kaskadę solankową w Sołonce w gm. Lubenia, antykwariat Zbigniewa Oprządka w Krośnie, Arboretum w Bolestraszycach, schron kolejowy w Stępinie k. Strzyżowa oraz zabytkowy piękny kościół w mojej Połomi.” Poppapraniec przeprowadził nawet kiedyś wywiad z Kasią. Znajdziesz go jeszcze na starym blogu.

Geek Girl
Julia mieszka w stolicy województwa podkarpackiego – Rzeszowie i bloguje już od przeszło dwóch lat. Mówi o sobie: Jestem zakochaną w bajkach Disney'a i gorącej czekoladzie miłośniczką zombie, kosmitów i psychopatów, która podobno jedną nogą znajduje się po ciemnej stronie mocy, a drugą ma wsadzoną w rolki z Hello Kitty. Za bardzo kocham książki, za mało wychodzę na zewnątrz i nie rozumiem świata, czyli jestem typową Geek Girl. W tym roku rozpocznie studia, bardzo lubi wiosnę. Stali czytelnicy Geek Girl wiedzą, że uwielbia ona koreańskie dramy, co warto zaznaczyć, bo to obszar kultury raczej mało spopularyzowany w naszym kraju. Julia popełniła nawet ostatnio bardzo ciekawy artykuł, w którym przytacza pięć powodów, dla który koreańskie dramy są lepsze od amerykańskich produkcji. Koniecznie się z nim zapoznajcie.


Zaksiążkowana
Klaudia mieszka w gminie Głogów Małopolski, w jej mieście mieszka mężczyzna hodujący... lwa. Najwidoczniej psiaki nie są wystarczająco groźne. :) Czyta bardzo wiele, przede wszystkim powieści fantastyczne, fantastycznonaukowe, kryminały, young adult i historyczne. Książki na półkach musi mieć posegregowane, bardzo nie lubi nierówno ułożonych pozycji. Jest fascynatką języka angielskiego, a ze wszystkich postaci historycznych najbardziej lubi Henryka VIII. Sama o sobie pisze następująco: nastoletnia dziewczyna, dla której książki to nieodłączny element każdego dnia. Nie potrzeba mi kawy, ale wystarczy kilka (czyt. kilkadziesiąt) stron dziennie, aby normalnie funkcjonować. Pianistka, zainteresowana polityką oraz językiem angielskim. Uwielbia Harry'ego Pottera, kryminały Agathy Christie i wszystko, co napisze John Flanagan! Ilość szczęścia mierzy... ilością książek Remigiusza Mroza do przeczytania ;)

Zaczytana Majka
Niech Was nie zmyli nazwa bloga, bowiem Zaczytaną Majkę prowadzi Martyna, dwudziestoparolatka mieszkająca w Rzeszowie. O sobie pisze: Uwielbiam czytać książki, chodzić do kina i zasłuchiwać się w muzyce. Oprócz prowadzenia bloga, na którym staram się przedstawiać najnowsze informacje ze świata kulturalnego, próbuję też swoich sił jako pisarka. Pisanie było ze mną od zawsze i nigdy nie rozstaję się z zeszytem i długopisem. Kto wie, może to właśnie podróżując tramwajem, bądź pociągiem, wydarzy się coś, co będzie zasługiwało na opisanie i zapamiętanie. Stronę internetową założyłam z myślą o tym, aby móc pisać o tym, co mnie otacza i dać coś od siebie innym. Dziennikarstwo, które studiowałam było dla mnie kolejnym impulsem do założenia bloga. Jestem bardzo kreatywną osobą i uwielbiam stawiać sobie nowe cele. Ich realizacja przybliża mnie do spełnienia wszystkich marzeń, jakie mam. Blog pokazał mi nowy kierunek w życiu i dzięki temu wiem, że chciałabym pracować w wydawnictwie lub/i wydać swoją książkę.


Pamiętnik czytania
Kasia pochodzi z Hadel Kańczuckich, ale na co dzień mieszka w Rzeszowie.  Jest młoda duchem, samą siebie określa wieczna nastolatką. Bardzo lubię słuchać The Rasmus, zaś jej ulubionymi gatunkami powieściowymi są horror i thriller, co wcale nie oznacza, że nie sięga po inne rodzaje prozy, bowiem daje szanse każdej książce, jaka wpadnie jej w ręce. Uzależniona od kawy i klaty Deana Winchestera. Nie przepada jakoś szczególnie za Sherlockiem Holmesem, a po ostatniej niezbyt udanej lekturze „Psa Baskerville'ów” zawiesiła przygodę z twórczością Doyle'a do odwołania.

Czytam – daję słowo
Donata jest mieszkanką Humnisk – recenzuje, pisze felietony i promuje czytelnictwo na wszystkie sposoby. Czytać lubiła już od wczesnego dzieciństwa, odkąd mama nauczyła ją czytać. Studiowała Inżynierię Środowiska, choć nijak się to nie imało do jej czytelniczego zamiłowania  i umysłu humanistycznego. Po studiach przewrotny los skierował ją  na staż do… księgarni. Podkarpacie to dla niej przede wszystkim lasy, zapierające dech w piersiach widoki z okna, jakie dzierga natura. Jakim człowiekiem jest Donata? Jest kobietą kochającą życie i otaczający ją świat. Czasami silną, wciąż rzucająca się na głęboką wodę, czasami jednak także bardzo wrażliwą. Drzemią w niej dwie sprzeczności. Jedno jest jednak pewne, ma uśmiech wypisany na twarzy.

Zapytana o pisanie recenzji, odpowiada: zakładając bloga książkowego, trzeba liczyć się z tym, że wiąże się to z „obowiązkiem” pisania recenzji.  Obowiązek w cudzysłowie bo, jest to swojego rodzaju przyjemność  dzielenia się z innymi własnymi odczuciami i spostrzeżeniami dotyczącymi przeczytanych książek. Na początku pisanie recenzji wydawało mi się proste, jednak kiedy wzięłam się za pierwszą, stwierdziłam, że… nie umiem. Przy kolejnej jednak poszło mi już znacznie łatwiej (...) Nie lubię pisać, że książka mi się nie podobała. Wydaje mi się, że autora może to w pewien sposób urazić. Jednak pisząc rzetelnie recenzję, taką prawdę staram się umieścić, ale może nie tak dosadnie.


Książkowy świat Moniki
Monika pochodzi z Rudy Różanieckiej, aktualnie ukończyła studia magisterskie w Rzeszowie na kierunku administracja. Jak widać, nie wszyscy blogujący o książkach związani są zawodowo z literaturą. Właściwie to chyba większość przypadków. Uwielbia czasem oderwać się od szarej i nudnej rzeczywistości, by przenieść się w świat książkowych bohaterów oraz ich przygód. Bloga założyła ze szczytnym założeniem promowania czytelnictwa oraz dlatego, że chciałaby dzielić się tym, co czyta z innymi ludźmi.

Królowa moli
Fenko, Królowa Moli, pochodzi z gminy brzozowskiej, aktualnie studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest osobą otwartą na ludzi, wesołą i przede wszystkim pełną energii. Jej pomysłowość wielokrotnie potrafi zaskoczyć, podobnie jak zaangażowanie z jakim oddaje się ważnym dla niej sprawom. Możecie ją kojarzyć choćby dzięki cieszącym się popularnością wymianami łańcuchowymi, organizowanymi ze względu na dzień dziecka, święta bożonarodzeniowe i inne okazje. Co znaczy Królowa Moli? Fenko, wyjaśnia:

„Ta nazwa ma drugie dno. Bo Fenko jest królową moli. Tak jakby dosłownie, choć wcale nad swoimi poddanymi nie panuje... Studiuję, jak każdy polski student, i w moim małym, słodkim mieszkanku studenckim, a ściślej rzecz biorąc w mojej szafie na ubrania, zalęgły się mole. Małe cholerstwa. Nic ich nie wypleni. Ciuszki walają się wszędzie (byle z dala od szafy), co by mogły pozostać bez dziur. Nie przestaję ze stworami walczyć. Lawenda, spryskiwacze, zapaszki, zawieszki, w skrajnych przypadkach - kop z buciora. Jak się rozprawię, dam znać.”

Spacer wśród słów
Przez długi czas mieszkała w Rzeszowie, ostatnio jednak się przeprowadziła. Bloga pisze z miłości do literatury, chęci dzielenia się własnymi przemyśleniami oraz pragnienia dyskutowania o książkach. Spytałem Ewelinę, czy miejsce zamieszkania ma wpływ na sukces bloga. „Myślę, że o tym czy blog odnosi sukces, czy nie, decyduje przede wszystkim jakość tekstów. To czy ktoś mieszka w Rzeszowie, Krakowie, Poznaniu czy Warszawie nie jest moim zdaniem czynnikiem decydującym. Ważne, by osoba tworząca teksty miała coś do powiedzenia, by umiała ubrać swoje myśli w słowa. Niezwykle istotne jest redagowanie, praca nad stylem, poszerzanie słownictwa, ćwiczenia w pisaniu, udoskonalanie szaty graficznej bloga. Żyjemy w kulturze obrazkowej, to obraz lub chwytliwy tytuł przyciąga czyjąś uwagę i trzeba umieć z tego skorzystać i potrafić dotrzeć do ludzi ze swoimi działaniami. Istotne jest też to, by bloger był kreatywny, miał na siebie pomysł i był w swojej pracy systematyczny.

Na pytanie z czym kojarzy jej się Podkarpacie, odpowiada: Kiedy myślę o Podkarpaciu, zawsze na pierwszym miejscu jest dom czyli Rzeszów, za którym tęsknię. To przede wszystkim spokojny, zielony region. Miejsce bezpieczne, przyjazne, nieco sielankowe, takie z dziecięcych wspomnień. Lubię tu wracać, jeździć rowerem na Plantach w Rzeszowie lub czytać tam książki, chodzić na Rynek, spacerować uliczkami. Na Podkarpaciu czarują mnie piękne Bieszczady i klimat tego miejsca, istniejącego w swoim czasie, niezabieganego. Ewelina jest spokojną, życzliwą, ciepła i sympatyczną kobietą z masą różnych pomysłów w głowie oraz zamiłowaniem do podróży, szczególnie w zdobywaniu szczytów gór.


Drzwi do innego wymiaru
Ula mieszka w Rzeszowie i uczy się w technikum, pomimo że wszyscy polecali jej liceum, ale ona lubi chodzić pod prąd. W przyszłości chciałaby zostać grafikiem komputerowym, do czego z uporem dąży. Jej blog jest portalem do innych wymiarów, co umożliwiają powieści utopijne, fantastyczne i magiczne, a czasami nawet romantyczne. Pełen rozmach! Fantastyka zajmuje szczególne miejsce w jej sercu, miała bowiem wielki wpływ na rozpoczęcie jej przygody z czytaniem. „Kto czyta – żyje wielokrotnie, kto zaś z książkami obcować nie chce, na jeden żywot jest skazany”, to słowa Józefa Czechowicza, z którymi w zupełności się zgadza. O wiele ciekawszym od ziemskiego życia wydaje jej się spędzenie kilku godzin na grzbiecie smoka, albo walcząc z orkami u boku pięknego elfa.

Bookmania
Aneta mieszka w powiecie stalowowolskim „w małej wsi, która nawet nie figuruje na mapie, więc nie ma sensu wymieniać nazwy” – mówi. Bloguje już od ponad roku, ale zachowuje to raczej w sekrecie przed rodziną, wspierają ją za to chłopak i przyjaciółka. Pytana o blog i Podkarpacie, odpowiada: Na moim blogu znajdziecie recenzje książek: kryminały, romanse, obyczajówki, opartych na faktach. Mój blog kieruję przede wszystkim do miłośników książek. Najlepsze w blogowaniu jest to, że można nie tylko pisać dla innych, ale też zachęcać ludzi do czytania :) Uwielbiam, jak widzę, że ktoś sam z siebie mnie odwiedzi, zostawi komentarz, zaobserwuje. Blogowanie zawiera dużo czasu, czego nienawidzę. Podkarpacie zdecydowanie kojarzy mi się z moim domem rodzinnym. Według mnie wpływ na sukces ma przede wszystkim podejście do czytelnika, styl pisania. Czy jeśli mieszkam na wsi, nie mam szans na powodzenie? Przecież wystarczy dobrze pisać, zachęcając czytelników do powrotu.


Cmentarz zapomnianych książek
Klaudia mieszka w powiecie jasielskim, a bloguje już od przeszło trzech lat z przerwami. Kocha książki, to jasne skoro ma stronę poświęconą książkom, jednak jej pasją jest także rysowanie i muzyka. Właśnie z tymi dwoma ostatnimi rzeczami chce łączyć swoją przyszłość. Zapytana o wspomnienia związane z blogiem, odpowiada: kiedyś otrzymałam propozycję (od zaprzyjaźnionych bibliotekarek – skarb! <3), by opowiedzieć o swojej działalności na specjalnie poświęconym spotkaniu. Niestety nie wyszedł on z racji mojego zabiegania w tym i poprzednim roku. Ale jeszcze się uda! Do tego przez prowadzenie bloga poznałam swoją przyjaciółkę, z którą utrzymuję kontakt już dwa lata (jest to moja najdłuższa znajomość przez Internet) i mamy się wreszcie spotkać na Targach Książki w Krakowie. Nie jest to nic niesamowitego, może to dobrze, może źle. Nie liczyłam oczywiście takich horrorów jak zgubienie dziesięciu pojedynczo wysłanych książek na poczcie, jednej przysłanej bez zapowiedzi oraz lekkiego hejtu od jednego człowieka za nazwanie dużej miejscowości „niezbyt dużą”.

Poppapraniec
Ze sobą rozmowy poppapraniec nie przeprowadził, bo uważa go za osobę ciężką w obejściu i nawet mu się nie chce z nim gadać. Poppapraniec mieszka w gminie brzozowskiej, chodzi w sztruksach i nosi długie włosy. Najbardziej nie lubi, kiedy pomija się podwójne „p” w jego nazwie i zamiast Poppaprańca, ludzie mówią do niego jak do zwykłego popaprańca. Piszę o książkach już bardzo długo, kiedyś nawet pisałem własną, ale w przypływie rozsądku porzuciłem ten okropny zlepek zdań. Od ostatniego czasu zajmuję się już nie tylko literaturą, bowiem przerzuciłem się na tematy popkulturowe.

Kilka słów na koniec


Poppapraniec nie twierdzi, że jest to lista absolutna, skończona i bardzo dokładna. Przedstawione blogi poznał na wskutek researchu (uwielbia to słowo, od kiedy zaczęła go używać Lisbeth Salander), który na pewno nie był profesjonalny. Jeśli więc znacie blogerów książkowych z Podkarpacia, o których poppapraniec nie napisał lub sam/a jesteś taką osobą, koniecznie do mnie napisz lub daj znać w komentarzu. Poppaprańca ciekawi, czy w tym zestawieniu znajduje się bliski Wam bloger i czy udało mu się Was zaskoczyć.

piątek, 27 stycznia 2017

Poznaj blogera – Katarzyna Grzebyk


Przedstawiam Wam pierwszy odcinek cyklu, w którym będę rozmawiał ze szczególnymi blogerami. Celem akcji jest przybliżenie sylwetek osób działających w Internecie, z którymi warto się poznać, a szczególnie przyjrzymy się na razie blogerom z Podkarpacia. Na pierwszy ogień idzie Katarzyna Grzebyk. Kasiu, czy mogłabyś nam trochę opowiedzieć o sobie?

Mieszkam na wsi i uważam to za duży przywilej. Moją rodzinną miejscowością jest Połomia w gminie Niebylec w powiecie strzyżowskim. Tu mieszkam od zawsze i nie zamierzam się stąd ruszać, bo miejscowość jest przepiękna. Mieszkam z dala od hałaśliwej DK 19, prawie na końcu wioski, blisko lasu. Żyć nie umierać☺
Na co dzień pracuję w Rzeszowie jako dziennikarka, nieprzerwanie od 2004 roku, czyli ponad 12 lat! Bardzo lubię i cenię swoją pracę, która daje mi dużo możliwości – poznaję dzięki niej wspaniałe miejsca i wspaniałych ludzi. Bloguję od marca 2014 roku. Przebywałam na urlopie macierzyńskim, kiedy postanowiłam założyć blog. Ponieważ miałam więcej czasu, stwierdziłam, że chciałabym pisać o tym, co mnie najbardziej interesuje, czyli o książkach i dzieciach. Tak powstał blog Books and Babies, który na wakacjach 2016 roku przekształciłam w stronę Katarzynagrzebyk.pl Dlaczego bloguję? Uwielbiam pisanie, kocham czytać książki, interesuję się literaturą – mój blog to miejsce na tego typu aktywność. Blogowanie to moja pasja.

Piszesz już tyle lat, zapewne masz i swoje sukcesy?

Przeprowadziłam wiele wywiadów, brałam udział w fascynujących wydarzeniach. Moje artykuły można przeczytać w dwumiesięczniku VIP Biznes i Styl, na portalu Biznesistyl.pl oraz na kilku innych portalach internetowych. Jestem też współzałożycielką i sekretarzem Towarzystwa Miłośników Ziemi Niebyleckiej.

Jaki masz charakter, jaka jesteś na co dzień?
Mój charakter? Lepiej zapytać o to moich najbliższych. Uważam siebie za osobę spokojną, zdystansowaną, raczej nieśmiałą (choć bardzo lubię rozmawiać). Najbardziej cenię sobie rodzinę. Moja rodzina, czyli mąż i dwójka dzieci, zawsze jest na pierwszym miejscu. Rodzina jest też moim największym sukcesem. Inne sukcesy? Na przykład wygranie III Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Stanisławy Kopiec w 2015 roku. Cieszyłam się jak małe dziecko! [o konkursie tutaj]

W Dniu Babci podzieliłaś się z czytelnikami na fanpejdżu wierszem o swojej babci. Jaką rolę odgrywa poezja w Twoim życiu? 

Poezja... należę do tych „niektórych”, co lubią poezję. Może zbyt rzadko do niej sięgam, ale od szkoły podstawowej cenię poezję i uważam, że w szkole powinno się częściej recytować wiersze, bo to bardzo uwrażliwia. Czytam wiersze klasyków, poetów znanych, ale interesuję się też współczesną poezją z mojego regionu. Czytam więc tomiki wierszy poetów z moich okolic (Urszula Rędziniak, Klaudia Chrapko, Zdzisława Górska, Stanisława Kopiec) i.... sama czasem piszę wiersze.

Pierwszy napisałam w podstawówce, był to wiersz o św. Mikołaju. W liceum prowadziłam specjalny zeszyt, który zapisywałam poezją. Uzbierało się jej sporo, ale - niestety - po liceum spaliłam zeszyt, czego dziś bardzo żałuję. Ok. 2013 roku powróciłam do pisania wierszy. Od tamtej pory powstało ich kilka (nawet wygrałam Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Stanisławy Kopiec!). Są to wiersze poświęcone rodzinie. Wiele słów siedzi w mojej głowie, ale chyba jeszcze nie są gotowe, by spłynąć na kartkę. Ciągle jestem motywowana do pisania wierszy, co jakiś czas dostaję pytania: kiedy ukaże się mój tomik wierszy? Nie wiem. Pewnie wtedy, gdy wszystkie słowa już spłyną i ułożą się w logiczną całość.




O czym jest Twój blog, dla kogo go piszesz?
Mój blog to nic innego jak książkowy lifestyle. Publikuję recenzje, relacje z wydarzeń literackich, wywiady, piszę o zapowiedziach wydawniczych. Pokazuję czytelnikom, co aktualnie czytam. Piszę także o innych sprawach – rodzicielstwie, kulturze, pokazuję ciekawe miejsca itp. Ważną zakładką jest też moja twórczość – publikuję własne opowiadania i wiersze. Wśród czytelników mam wielu książkoholików, ale nie tylko. Statystyki bloga pokazują, że moją stronę czyta wielu mężczyzn, choć wpisy komentują głównie kobiety. Wiem też, że na bloga zaglądają pisarze, poeci, a także moje koleżanki, sąsiadki i osoby z mojej miejscowości i okolic.

Spotkałem się kiedyś z twierdzeniem, że na sukces bloga wpływa też miejsce zamieszkania. Co myślisz o tym Ty, mieszkanka Podkarpacia?
Nie mam pojęcia, czy miejsce zamieszkania może jakoś wpływać na sukces bloga. Wydaje mi się, że nie. Pisać można z każdego miejsca na świecie, choć wiadomo, że piękne widoki na zdjęciach są na pewno chętniej oglądane. Na pewno wpływ na sukces bloga (choć nie nadużywałabym słowa sukces) ma autentyczność blogera, jego pasja, zapał, szczerość, bycie sobą po prostu. Ważne są też wartościowe treści i regularność wpisów. Obecność w social media jest konieczna, choć uważam, że notoryczne publikowanie zdjęć selfie, głupich min i śniadań, może owszem podnosić zasięgi, ale z drugiej strony – czy takich treści naprawdę oczekujemy?

Co w blogowaniu sprawia Ci największą radość?
Najprzyjemniejszą częścią są pomysły, które kłębią mi się w głowie i zapisuję je na liście, aby je zrealizować. Blogowanie to wielka frajda i pasja, jednak pisanie np. recenzji to dość czasochłonne zajęcie. Powoli odchodzę od długich recenzji i stawiam na własną twórczość. Blogowanie musi sprawiać przyjemność, jeśli cię męczy i traktujesz to jak obowiązek – coś jest nie tak. Mnie blogowanie nauczyło jeszcze lepszej organizacji pracy i wykorzystywania wolnego czasu. Na razie nikt nie protestuje. Dzieci towarzyszą mi w robieniu zdjęć, tzn. zazwyczaj przeszkadzają☺ Mąż też zagląda na moją stronę☺ Wiele osób pyta, jak znajduję czas na blogowanie, kiedy to wszystko robię? To naprawdę kwestia organizacji i wielkiej pasji.

Podkarpacie to Twoje miejsce na Ziemi. Powiedz, z czym Ci się ono kojarzy i jakie miejsca darzysz szczególną sympatią.
Podkarpacie to najpiękniejsze województwo w Polsce, oczywiście☺ Zróżnicowane geograficznie, z trudną przeszłością, bogatą wielokulturową tradycją, wspaniałą historią i cudownymi Bieszczadami. Najbardziej lubię Bieszczady, ale chętnie i z ciekawością dziecka odwiedzam każdy zakątek naszego województwa. Polecam wszystkim kaskadę solankową w Sołonce w gm. Lubenia, antykwariat Zbigniewa Oprządka w Krośnie, Arboretum w Bolestraszycach, schron kolejowy w Stępinie k. Strzyżowa oraz zabytkowy piękny kościół w mojej Połomi.


Koniecznie odwiedź bloga Kasi, poznaj ją bliżej. ☺