Ariana | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo literatura. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 sierpnia 2017

Anegdoty z Peerelem w t(y)le

Zbiór anegdotycznych wspomnień z lat 70., 80., 90. ubiegłego wieku. Wraz z autorką zanurzymy się w świat lokalnych widowisk zakładowych, pojedziemy na tournée po Litwie, Finlandii i Hiszpanii, zajrzymy do Nowego Jorku. Urlop spędzimy z Andrzejem Zauchą, załatwimy motorynkę z pomocą uroku Grzegorza Ciechowskiego, zszyjemy portki młodziuśkiemu Wojciechowi Młynarskiemu, uśmiechniemy się do Yoko Ono, maszerując z Marią Kornatowską pod ramię. Po tym barwnym świecie wspomnień poruszać się będziemy ruchem konika polnego, co rusz ocierając łzy radości, bo dobry humor autorki nie opuszcza ani przez chwilę, choć, wydawałoby się, wspomina czasy trudne i obywatelowi nieprzychylne. Jest tu zatem i „manna, hosanna, różaniec i szaniec, i jazda, i basta, i…”, a nie, nie, „stopu” tu, Państwo, nie doświadczycie.

Kalina Jerzykowska tak świetnie bawi się słowem – co można już zauważyć choćby po tytule jej nowego zbioru anegdot, o wydźwięku zależnym od tego, co o Peerelu sądzimy – że czytanie tych wspomnień sprawia niebywałą przyjemność, zwłaszcza dla osób językiem polskim zachwyconych. Jest nawet jeden rozdział poświęcony żartom słownym. Ale „Łzy koniki polnego” czyta się bardzo dobrze nie tylko z tego względu. Po pierwsze, autorka relacjonuje komiczne wydarzenia z przeszłości językiem barwnym, niepozbawionym neologizmów. Po drugie, każda strona wspomnień ma swój niepowtarzalny klimat, co możliwe jest dzięki ciekawym ilustracjom i wyróżnieniom kolorystycznym tekstu. Szata graficzna to po prostu majstersztyk – choć bardzo widoczny to nieprzesadzony. Po trzecie, sytuacje anegdotyczne przydarzają się też znanym ludziom, a pozycja Jerzykowskiej w ich opisy wręcz obfituje.


Młodsi czytelnicy nie wiedzą (nie zresztą tylko młodsi, bo ja też nie wiedziałem), co to są te „Łzy konika polnego”. „Ale tytuł też nie jest przez autorkę wymyślony, tylko – nomen omen – zaczerpnięty. Z książki Hanny Szymanderskiej «Domowe nalewki». (...) Zalałam, odczekałam, skosztowałam. Podywagowałam sobie, że ta jedna nazwa taka poetycka, a druga [krupnik litewski] raczej przaśna choć smak ten sam”. I choć autorka zachęca do sączenia i kosztowania anegdot jak tę właśnie nalewkę, to przestrzegam, by młodsi czytelnicy raczej degustowali te historie jak smaczne lody. Domyślam się, że emocje takie same, a przy okazji nikt nie będzie łamał przysięgi komunijnej.

Kalina Jerzykowska-Delong – absolwentka polonistyki Uniwersytetu Łódzkiego. Dziennikarka Radia Łódź i „Gazety Wyborczej”. Zwolniona w stanie wojennym z Radia, po kilku latach bezrobocia była kolejno kierownikiem literackim i dyrektorem artystycznym Estrady Łódzkiej. Jest autorką felietonów publikowanych w radiu i gazecie, recenzji, scenariuszy i pojedynczych utworów – piosenek, skeczy, monologów pisanych dla estrady i teatru. Od kilku lat pisze książki dla dzieci, które cieszą się wśród najmłodszych czytelników nieprzerwaną sławą, głównie dzięki niepowtarzalnemu humorowi.

Oceniam: 7/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Bardzo jeszcze nastoletnia głowa rodziny


Katarzyna Ryrych „Jasne dni, ciemne dni”, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2016 r.

Witek od dwóch lat jest głową rodziny (bardzo jeszcze nastoletnią), może liczyć tylko na siebie i jest już tym zmęczony. Matka – pogrążona w żałobie po Magdzie, która zginęła w wypadku samochodowym. Ojciec, który wtedy prowadził, leży w szpitalu bez kontaktu. A jest przecież jeszcze Bąk, potrzebujący miłości i przytulenia, i babcia z panem Alzheimerem. Kiedy Witek spotyka Kotę, okazuje się, że w jego sercu i głowie jest jeszcze miejsce i dla niej.

Najbardziej w tej powieści uderzyła mnie surowość narracji i w ogóle jakiś taki minimalizm świata przedstawionego. Źródła tej oszczędności należy się doszukiwać w osobie głównego bohatera. Jest nim piętnastoletni Witek, z wyglądu typowy Sebek, ale prócz dresów na sobie i bardzo krótko przystrzyżonych włosów nie ma wiele wspólnego z tym stereotypem. „Boks – moja miłość. Chodzę na zajęcia od dwóch lat. (...) Wolę walić w worek, niż tłuc głową o ścianę. I kompletnie nie rozumiem, dlaczego wszyscy się tak dziwią. Czy bokser koniecznie musi być tępakiem? Żeby wygrać, trzeba myśleć. Dużo czytam". Jednak tak prowadzona narracja pozostawia pewien niedosyt informacji o otoczeniu, przez co nakreślone wydarzenia nie mają w sobie nazbyt wiele realizmu, prawie wszyscy bohaterowie wraz ze swoimi problemami są do bólu papierowi i ciężko wykrzesać dla nich głębsze uczucia.

Mam wrażenie, że „Jasne dni, ciemne dni” to powieść, w której nadto skupiono się na problematyce. Bowiem życie Witka i jego przyjaciół naszpikowane jest kłodami rzucanymi przez życie: śmierć siostry Magdy, ojciec leżący w szpitalu bez kontaktu, Alzheimer babci, niezdrowa żałoba matki, chłód w relacjach między matką a resztą rodziny, Bąk okradziony z miłości matki, alkoholizm, przemoc domowa, rozbita rodzina itd. A to wszystko dzieje się tylko w dwóch rodzinach. Taki natłok problemów do rozwiązania (lub tylko do obserwacji), z których należy wyciągnąć jakieś wnioski i zatrzymać się na chwilę refleksji jest po prostu męczący. Powieść jest cienka (blisko sto pięćdziesiąt stron), ale wymagająca cierpliwości i skupienia.

Najbardziej ze wszystkich kreacji bohaterów spodobały mi się Bąk i babcia Witka. Ta pierwsza dodaje całej historii uśmiechu, radości i dziecięcej szczerości. Jej spontaniczność w wyrażaniu uczuć wzbudza w odbiorcy sympatię. Gdyby nie ona cała historia utrzymana byłaby w minorowym nastroju i na pewno wiele straciłaby na atrakcyjności. Z kolei babcia cierpiąca na Alzheimera jest postacią wyjątkową z kilku względów. Przede wszystkim jednak dlatego, ze autorka obdarza ją w wiele oryginalnych atrybutów. Wchodząc do mieszkania, można mieć pewność, że spotka się staruszkę w czarnej spódnicy i całkiem możliwe, że baletnica akurat będzie oglądała swój ulubiony film „Czarny łabędź”. Jej postawa, niefrasobliwość również wprowadzają do całej historii trochę radości, tak potrzebnej, by można było odetchnąć na chwilę od świata problemów. „Jasne dni, ciemne dni” wzbudza we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony przeczytałem ją szybko i polubiłem niektórych bohaterów, z drugiej była to lektura naprawdę wymagająca, trochę niedopracowana.

Oceniam: 5/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję

wtorek, 6 grudnia 2016

Przedstawiam Bubę – mistrzynię ogóra

Barbara Kosmowska „Buba” i „Buba. Sezon ogórkowy”, Literatura, wyd. V i wyd. IV, Łódź 2016

Kiedy ma się rodziców, dziadka, ukochaną parę dżinsów, martensy i własny pokój – życie wydaje się całkiem znośne i Buba o tym wie. Ale Buba to gracz, który walczy o najwyższą stawkę, jaką jest rodzinne szczęście. Bo Bubie do szczęścia potrzebne jest zawsze szczęście innych. Taka już jest. Życie brydżowej mistrzyni zaczęło przypominać grę w karty. Raz wygrana, raz przegrana... Czy Buba zdoła odzyskać wirtualnego dziadka? A miłość? Buba nie czeka na dobra kartę. Odważnie gra z losem o swoje szczęście i jest zdumiona, że w sezonie ogórkowym tyle może się zdarzyć.

Dylogia o losach Buby to przede wszystkim opowieść o zwykłym życiu nastolatki – podobnym i różnym od życiorysu zwykłego nastolatka, a także pospolitym i magicznym jednocześnie. Myślę, że niełatwym zadaniem jest uchwycenie w swojej twórczości takich paradoksów. Ale Kosmowska to pisarka, która na swoim fachu zna się doskonale i bardzo dobrze wie co trzeba zrobić, by powieść stała się ponadczasowa i niosła ze sobą ważną treść, a jednocześnie była przyjemną rozrywką. To dlatego właśnie bardzo lubię powieści tej autorki i mogę po nie sięgać w ciemno, bo wiem, że mnie nie zawiodą.


Wertując internet, spotkałem się ze stwierdzeniem, że obie powieści wchodzące w skład serii są bezproblemowe, co zrozumiałem jako brak poświęcania się jakiejkolwiek problematyce. A to nieprawda, bo poruszają one wiele uniwersalnych problemów. Jest trochę o pierwszej miłości i związanymi z nią perypetiami, o błędnych decyzjach, o relacjach międzyludzkich, o szukaniu granicy między naiwnością a pomocą dyktowaną głosem serca, o poświęceniu dla innych, a także (choć brzmi szumnie) poszukiwaniu sensu życia. Najlepsze w tym jest, że autorka nie narzuca swoim czytelnikom żadnego sposobu myślenia, a zwyczajnie przedstawiając losy Buby, pokazuje pewne postawy. A odbiorca sam może zdecydować, czy postawa głównej bohaterki będzie wzorem, czy też nie.


Obie książki o Bubie to może nie galeria postaci, ale Kosmowska stawia na jakość, nie na ilość, co przekłada się na relacje między czytelnikiem a bohaterem. Buby nie da się polubić – jej prostolinijność, serdeczność i autentyzm przyciągają każdego. Równie wielkim zainteresowaniem cieszy się dziadek dziewczyny, którego, nie przesadzając, mogę nazwać jednym z najlepiej wykreowanych bohaterów. Jego celne riposty rozbawiają, czasami szokują, prawdomówność przyprawia o ciarki, bo dziadek Buby mówi prosto z mostu. I dla bohaterów lepiej byłoby chyba, gdyby kłamał, mógłby ich wówczas oszczędzić 😊 Wiadomo jednak, że tam humor i ciepło, gdzie dziadek Buby.

Postacie są silnie rozbudowane, ich charaktery i portrety psychologiczne zostały nakreślone z wielką wprawą. Bohaterowie się zmieniają, dojrzewają, ale nie zawsze na tę metamorfozę są przygotowane i wolą pozostać w swoim starym, wygodnym środowisku. Mam tu na myśli mamę Buby, które przemiana budzi wiele pytań, a także ukazuje, że każdy może się zmienić. Wystarczy tego tylko chcieć. Dylogia to przeplatanie scen humorystycznych z tymi dramatycznymi i refleksyjnymi. W trakcie lektury nie natkniecie się na zbędnie opisane wydarzenia – będziecie się śmiać przez łzy goryczy, rozmyślać nad wieloma tematami, ale przede wszystkim nie pozostaniecie obojętni na tę historię.

Każda z książek ma w sobie coś, co sprawia, że na myśl o niej, człowiekowi robi się cieplej na sercu. Barbara Kosmowska napisała wspaniałe książki, bardzo podobne rodzinną atmosferą i optymizmem do słynnej „Jeżycjady" Małgorzaty Musierowicz. Ta dylogia spełni oczekiwania nawet najbardziej wymagającego mola książkowego – jest humor, prawdziwymi i zabawni bohaterowie, ciekawie poprowadzona akcja i problemy, z którymi borykają się nie tylko współcześni nastolatkowie. Kosmowska porusza bowiem tematy uniwersalne, co sprawia, że jej powieści nie tracą na aktualności i są czytane z wielką przyjemnością przez wszystkich niezależnie od wieku. Polecam!



Za możliwość przeczytania książki dziękuję