Ariana | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Marginesy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Marginesy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 listopada 2018

Jak działa pamięć?


Co robi typowy uczeń – jak ja – kiedy nie chce mu się uczyć? Zrzuca wszystko na brak wiedzy o skutecznym przyswajaniu wiedzy i zaczyna bardziej lub mniej owocne poszukiwania odpowiedzi na pytanie: jak uczyć się szybko i skutecznie? Z tego względu niesamowicie kuszącą wydała mi się możliwość przeczytania książki napisanej przez norweski duet składający się z dwóch sióstr: pisarki (Hilde Østby) i neuropsycholożki (Ylva Østby). Ostatecznie lektura „Jak działa pamięć?” okazała się dla mnie bardzo pozytywnym doświadczeniem, znacznie poszerzając zakres wiedzy nie tylko o zapamiętywaniu, ale i innych interesujących kwestiach, które oscylują wokół mechanizmów działania mózgu.

Opis wydawcy:
Ileż razy każdy z nas mówił: „Mam to na końcu języka!” i nie umiał sobie czegoś przypomnieć? Ile razy jakiś przedmiot – jak Proustowska magdalenka – wysłał nas w czasy dzieciństwa? Ile razy nie mieliśmy pewności, czy coś nam się śniło, czy stało naprawdę? A déjà vu? To dopiero zagadka! Dwie siostry, neuropsycholożka i dziennikarka, wyruszają w szaloną podróż: od odkrycia hipokampu aż po nowoczesne czytanie w myślach za pomocą rezonansu magnetycznego. Opowiadają o fałszywych wspomnieniach, zapominaniu i klastrach pamięci. Rozmawiają z synestetą, z dziesięcioma nurkami, czterema arcymistrzami szachowymi, śledczym z wydziału kryminalnego, śpiewakiem operowym, królową quizów, pisarką, noblistą, klimatologiem i blogerką. Poza tym zrzucają człowieka (swoją siostrę) z samolotu, żeby dowiedzieć się, czy istotnie w chwili zagrożenia człowiekowi przelatuje przed oczami całe życie (spokojnie, miała spadochron).


Pierwsze, co ciśnie się na usta przy omawianiu tej pozycji, to zachwyt nad ogromnym bogactwem informacji, który przyswaja się przez wertowanie kolejnych stron. Dzięki autorkom znacznie wyraźniej jawią się czytelnikowi tematy powiązane ze wspomnieniami. Mnie najbardziej zainteresował rozdział poświęcony fałszywym wspomnieniom. Okazuje się bowiem, że każdy z nas wytwarza ich sobie więcej lub mniej, najbardziej intrygujące jest jednak to, że z pomocą manipulacji można wytworzyć fałszywe wspomnienia u innych. Jest to jednak – na szczęście – bardzo trudne do osiągnięcia.

„Jak działa pamięć?” jest powieścią popularnonaukową, w której właściwie każdy rozdział skutecznie przyciąga uwagę odbiorcy. Składa się na to kilka elementów. Przede wszystkim fakt, że autorki osadzają przekazywaną wiedzę w różnych kontekstach, przybliżając sylwetki interesujących ludzi, opisując interesujące wydarzenia, czy przez dzielenie się różnymi anegdotami. Odnoszą się do historii, kultury, literatury, ale i aspektów naszego codziennego życia. To doskonale odzwierciedla wszechobecność zapamiętywania, wspomnień i zapominania w życiu człowieka. Pracując nad poszczególnymi rozdziałami, starają się podejść do tematu z każdej strony, poznać go i przekazać czytelnikowi jak najdokładniej. Siostry poddają eksperymentom swoich współpracowników, biorą w nich udział też osobiście. To znacznie wzbogaca i uatrakcyjnia treść książki.

A propos atrakcyjności, należy wspomnieć o samym wydaniu. To już trzecia z kolei książka od wydawnictwa Marginesy utrzymana w podobnej estetyce (tematyce popularnonaukowej dotyczącej ciała człowieka zresztą też), ale nienależąca chyba do żadnego konkretnego cyklu, która zachwyca piękną szatą graficzną. Nie wiem też, na ile to zasługa tłumaczki Mileny Skoczko, a na ile samych sióstr, ale „Jak działa pamięć?” to lektura, którą czyta się szybko i przyjemnie dzięki prostemu językowi. Jedyny zarzut kierowany w stronę tej pozycji wiąże się z samą tematyką pozycji i polega na dość częstym uciekaniu myśli w inne tematy. Dochodzi do tego siłą rzeczy, w końcu tematem książki są wspomnienia, a tych każdy z nas ma wiele i do większości z nich chętnie powraca. Summa summarum dzieło sióstr Østby jest jak najbardziej godne uwagi. Nie dość, że dostarczy wiedzy na temat wspomnień, pamięci i zapominania, dodatkowo zapewni czytelnikowi rozrywkę. Polecam!


Tekst powstał we współpracy z wydawnictwem Marginesy.

sobota, 30 czerwca 2018

Agroturystyka w Żmijowisku

„Żmijowisko", Wojciech Chmielarz, wyd. Marginesy, 2018

Obiecałem sobie, że nie powiem ani słowa na temat warstwy psychologicznej całej opowieści, bo ten temat przewija się w każdej opinii, jednak jest to thriller psychologiczny, więc trudno to przemilczeć, tym bardziej, że Chmielarz jest bardzo dobrym obserwatorem. Powołuje do życia postacie ciekawe i bardzo skomplikowane, każdą z nich obdarzając rozbudowanym portretem psychologicznym. Dla mnie szczególnie interesującymi kreacjami są postaci Marry, Damiana i Arka. Autor pozwala nam poznać ich zachowania w różnych okolicznościach. Nie stroni od konfrontowania ich z ekstremalnym sytuacjami. Mamy do czynienia z osobami tak różnymi, że ciężko podzielić ich na tych złych i dobrych. Budowanie relacji z innymi bohaterami, ich myśli oraz zachowania są przedmiotem analiz nie tylko narratora, ale i czytelnika, który w trakcie lektury jest stale pobudzany do refleksji nad wieloma zagadnieniami. To czyni „Żmijowisko" lekturą wyczerpującą ze względu na zaangażowanie w opisywane zdarzenia, przeżywanie ich na równi z bohaterami. Aktywny udział w akcji dodaje książce atrakcyjności i sprawia, że nie zapomnimy o powieści jeszcze na długo po odłożeniu jej na półkę.

Nie bez powodu akcja osadzona jest głównie w niewielkim Żmijowisku. To pozwala autorowi na budowanie specyficznej atmosfery, która powstaje na wskutek połączenia współczesnej, sielankowej wsi i baśniowości skrytej w otaczających miejscowość jeziorach oraz gęstych lasach. Ta niesamowitość jest z początku niezauważalna, odkrywana jest z biegiem historii, która zaczyna robić się coraz bardziej tajemnicza i niepokojąca. Fabuła początkowo mocno osadzona we współczesnych realiach pod koniec tę rzeczywistość rozmazuje, w powietrzu można wyczuć niepokój, w pewnej scenie autor zaprzęga nawet siły nadnaturalne, ale udaje mu się to zrobić w sposób nie wzbudzający litości czy zażenowania. Zakończenie książki, czyli wyjaśnienie całej historii, tylko wzmaga poczucie grozy i niepewności, zostawiając czytelnika z poczuciem uczestnictwa w niesamowitych zdarzeniach.

A sama historia? To narzędzie do stawiania bohaterów w różnych sytuacjach, jest ważna, ale nie stoi na pierwszym miejscu. Jak na thriller zresztą nie rozwija się w zawrotnym tempie, ma tendencję do rozwidlania się na mniejsze – ale niemniej interesujące – wątki poboczne. Trzeba jednak przyznać, że po scenie, w której dochodzi do konfrontacji ojca Damiana z własnym synem oraz Marry, akcja zaczyna pędzić coraz szybciej w kierunku finału, który, jak na thriller psychologiczny przystało, wzbudza dreszcz emocji i szokuje. I kiedy czytelnik czuje się już bezpiecznie, pogodzony z rozwiązaniem, Wojciech Chmielarz znów zaskakuje i wbija swojego odbiorcę w fotel. Zwieńczenie tej historii to prawdziwy majstersztyk, który nie tylko szarga emocjami czytelnika, ale pozostawia go jeszcze z wieloma pytaniami, na które sam musi sobie odpowiedzieć. Gdybym miał opisać tę lekturę jedynym zdaniem, brzmiałoby tak: „Żmijowisko" przykuwa interesującą galerią postaci, analizą ich osobowości i niepowtarzalnym klimatem, tym samym fundując rozrywkę na najwyższym poziomie. Polecam gorąco!

Tekst powstał we współpracy z wydawnictwem Marginesy.

czwartek, 21 czerwca 2018

Czy naprawdę mogę umrzeć, wyciskając pryszcza na nosie?


Gdyby nasze ciało potrafiło mówić, to byłby to długi monolog o tym, co robimy źle, bo – taka mnie błyskotliwa refleksja naszła podczas lektury – człowiek ma patologiczną potrzebę/zdolność do autodestrukcji, chociaż wydaje mu się, że robi dla siebie wszystko co najlepsze. A ponadto ma talent do tworzenia naprawdę dziwnych problemów

Dlaczego drapanie się jest takie przyjemne? Ile trzeba spać? Czemu seks u ludzi wygląda, jak wygląda? I dlaczego nie istnieje viagra dla kobiet? Czy obcisłe spodnie mogą zabić? Czy można sobie zrobić dołeczki w policzkach? Czy naprawdę można umrzeć od wyciskania pryszcza na nosie? James Hamblin, lekarz i dziennikarz, tłumaczy zawiłości anatomii i fizjologii, rozprawia się z popularnymi mitami dotyczącymi zdrowia i demaskuje marketingowe oszustwa firm producentów suplementów i zdrowej żywności. A wszystko to w przystępny, zabawny i wciągający sposób – w końcu odpowiada także na pytanie: Na czym polega uzdrawiająca moc śmiechu?

Książka ta klasyfikowana jest jako podręcznik akademicki lub powieść popularnonaukowa, w rzeczywistości jednak przypięcie jej gatunkowej łatki wcale nie jest takie łatwe. To dlatego, że choć James Hamblin trzyma się biologicznej tematyki, bardzo płynnie porusza się też w innej (ale powiązanej) problematyce. Okazuje się, że nasze anatomiczne sekrety mają duży wpływ na kształt społeczeństwa, przemiany w jego obrębie i nawet na bieg historii, co teraz wydaje mi się oczywiste, ale wcale takie nie było przed lekturą książki. A autor z lekkością i wielką radością przybliża nam te zależności, uzmysławia silne powiązania historii z biologią, co mnie niezmiernie fascynuje. Choć zdarzały się momenty, kiedy kontekst historyczny był przybliżany nazbyt szczegółowo, stawał się nużąco długi. Ale to sporadyczne przypadki. W zdecydowanej większości było to ciekawe urozmaicenie treści, tym bardziej, że Hamblin jest naprawdę interesującym mówcą/pisarzem.

Jedna z wielu ilustracji |źródło|

Bardzo przypadła mi do gustu forma książki, wydanie jest bardzo estetyczne i solidne, Marginesy znów nie zawodzą. Konstrukcja podtytułów nasuwała mi skojarzenia z wyszukiwaniami w Google, autor nieraz wykorzystywał je w sposób humorystyczny, są także narzędziem do budowania luźnego klimatu. Hamblin w ogóle ma ciekawe poczucie humoru i nie szczędzi czytelnikowi nieco zgryźliwych żartów. W swojej pracy rozprawia się z wieloma teoriami guru medycyny alternatywnej, obnażając irracjonalność ich zapewnień. Nie pozostaje też dłużny wobec Vitaminwater, nadużywaniu multiwitamin czy lęku przed glutenem. Notabene w trakcie lektury myślałem sobie, że byłoby dobrze, gdyby ktoś w taki sposób rozprawił się z Jerzym Ziębą, a chwilę później dowiedziałem się o pozwie ze strony Dawida Ciemięgi. Co za wspaniały zbieg okoliczności!

James Habmlin porusza popularne wątpliwości dotyczące naszego ciała, ale dotyka też kwestii, o których raczej nie myślimy, choć są bardzo interesujące. Nie pamiętam już lektury, która by nauczyła mnie tylu nowych rzeczy, dając jednocześnie taką radość z poszerzania wiedzy! Zachęcam każdego, kto jest choć trochę zainteresowany ciałem człowieka i wszystkimi magicznymi procesami, które w nim zachodzą do przeczytania tej pozycji. Jest interesująca, omawia najprzeróżniejsze aspekty naszej anatomii, bawi i uczy. Wyśmienita mieszanka.

Tekst powstał we współpracy z wydawnictwem Marginesy.

P.S Można umrzeć od wyciskania pryszcza, kiedy żyły odprowadzające krew z nosa przeniosą infekcję bakteryjną (tym jest pryszcz) do części czaszki, którymi krew odpływa z mózgu i dojdzie do powstania zatoru w zatoce jamistej. Ale! Naprawdę rzadko dochodzi do takiej sytuacji i można ją łatwo wyleczyć dzięki antybiotykom.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Mózg Superstar


Mózg. Każdy ma, nie każdy używa. To mi się oczywiście powiedziało bardzo metaforycznie, bo żebyśmy mogli funkcjonować, mózg musi być ciągle w ruchu. Ale nie o tym, o tym przecież wie każdy. Są jednak inne kwestie dotyczące naszego niezastąpionego narządu, które nas frapują, ale na które nie znamy odpowiedzi. Tu z pomocą przychodzi Kaja Nordengen – młoda badaczka i neurolog – ze swoją popularnonaukową pracą „Mózg rządzi" i robi z mózgu gwiazdę, bo naprawdę jest co podziwiać i poznawać. 

Publikacje popularnonaukowe mają to do siebie, że rozkładają skomplikowane sprawy na prostsze w zrozumieniu mechanizmy, uogólniając, bo chodzi o to właśnie, żeby odbiorca z grubsza miał pojęcie, o co chodzi. Szczegółami zajmują się naukowcy. Szarym zjadaczom chleba nie są potrzebne, a już na pewno nie są dla nich łatwe w zrozumieniu i przyswojeniu. Toteż „Mózg rządzi” jest książką, która w sposób przystępny omawia mechanizmy działania naszego najcenniejszego narządu. Imponuje zakres poruszanych tematów; od fizycznego rozwoju mózgu na przestrzeni lat przez to w jaki sposób powstają emocje i jak działa to na nas oraz otoczenie po tajniki tego, w jaki sposób przyswajamy wiedzę. Praca zawiera wnioski z najnowszych badań nad mózgiem, chociażby wyróżnionego Noblem odkrycia GPS mózgu. To cieszy, bo takie bycie na bieżąco z najnowszymi odkryciami daje mnóstwo satysfakcji.


Działanie mózgu to temat rzeka, o którym można by pisać w nieskończoność. Kaja Nordengen ogranicza się jednak do prostego języka, omawiając krótko, ale treściwie kolejne problemy, a podział treści na krótkie podrozdziały pozwala na wygodne dawkowanie sobie kolejnych stron. Prawda jest jednak taka, że jak już się zacznie czytać „Mózg rządzi”, trudno się oderwać od lektury. I to nie tylko ze względu na prosty styl i interesujące tematy. Autorka zabawia czytelnika, sypiąc żartami i anegdotami zarówno z życia znanych osób, jak i opowiadając o własnych przeżyciach. To się przekłada na szybkie nawiązanie sympatii z panią neurolog, tym bardziej, że zwraca się bezpośrednio do swojego czytelnika.

„Hjernen er stjernen” cieszyło się w swoim kraju wielką popularnością, co doskonale obrazuje atrakcyjność tej pozycji. Prócz podstawowej wiedzy o budowie i funkcjonowaniu mózgu potrzebnych do zrozumienia nurtujących kwestii, dowiemy się z książki Nordengen wielu ciekawostek dotyczących naszego niezastąpionego mózgu. Rozprawimy się z mitami, które chętnie mnożą się wokół tego tematu. I przede wszystkim zafundujemy sobie pożyteczną rozrywkę. Gorąco polecam!

Tekst powstał dzięki współpracy z wydawnictwem Marginesy.

czwartek, 17 sierpnia 2017

W odkrywaniu tego, co ukryte

Dwie jedenastolatki po drodze do domu widzą wózek z dzieckiem. Postanawiają je uratować – skoro ktoś je zostawił bez opieki, to znaczy, że go nie chce. Prawda? Kilka dni później policja znajduje zwłoki niemowlęcia. Po szybkim procesie dziewczynki zostają skazane. Siedem lat później Alice i Ronnie wychodzą z poprawczaka. Mają szansę zacząć życie od nowa. Jednak tajemnica, którą owiana jest dawna zbrodnia, wciąż dręczy ich rodziców, prawników i policjantów. Wszystkich, którzy wtedy nie odważyli się stawić czoła szokującej prawdzie… A kiedy w niepokojących okolicznościach znika kolejne dziecko, podejrzenia natychmiast padają na dawne koleżanki. Sprawę prowadzi młoda pani detektyw, która siedem lat wcześniej znalazła ciało Olivii.

Na pierwszej stronie mojego egzemplarza leży nieżywy robak, które zabiłem, używając właśnie tej książki. To jasny znak dla wszystkich chcących przeczytać „To, co jasne" – jeśli nie oddasz pożyczonej lektury, będziesz kolejny... A teraz na poważnie. Z pewnością znalazłoby się wielu, którzy chcieliby przeczytać ten kryminał, bo jest dobry. Przede wszystkim należy zaznaczyć, że autorka wykreowała naprawdę złożone główne bohaterki. Zarówno Alice, jak i Ronnie są postaciami niejednoznacznymi, bo okazuje się, że im więcej czytelnik dowiaduje się o przeszłości obu już dorosłych dziewczyn, tym bardziej wszystko ulega zmianom. Żadna z nich nie jest w zupełności dobra ani zła, ich zachowania doskonale obrazują zasadę, że nic nie jest w zupełności czarne albo białe. Alice i Ronnie to bohaterki, w których mieszają się różne odcienie szarości i to głównie dlatego tak bardzo wciąga ich historia – czytelnik koniecznie pragnie poznać prawdę z przeszłości, dowiedzieć się, kim dziewczyny są naprawdę. Równie dobrze zostały nakreślone postaci drugoplanowe, czego najlepszym przykładem jest matka Alice. Dlaczego, dowiecie się, jeśli dotrzecie do finału opowieści.

Jako że to kryminał (flirtujący z wieloma innymi gatunkami), równie ważne było dla mnie, by wątek kryminalny okazał się trudny do rozwiązania. Nie zawiodłem się. Laura Lippman usnuła misterną intrygę, prowadząc do jej rozwiązania poprzez meandry fałszywych wskazówek, wielu niewiadomych, co zrobiła bardzo zręcznie, budując stopniowe napięcie. Co prawda atmosfera gęstnieje dopiero po połowie książki, niemniej jednak to, co dzieje się później mocno wciąga odbiorcę. A później przychodzi moment na finał i rozwiązanie zagadki, które po prostu wbija w fotel. Nie przypuszczałem nawet, że można by tę historię poprowadzić w taki sposób, dzięki czemu „To, co ukryte" wiele zyskało w moich oczach i na pewno jest godne tego, by nazwać je dobrym kryminałem.

Autorka pisze językiem prostym, ale nazbyt często rozwodzi się nad rzeczami mało istotnymi. Szczególnie lubi sobie pofolgować przy opisach, co doprowadza do tego, że zanim czytelnik dotrze do połowy kryminału, gdzie uwagę przykuwa wzrastające napięcie, trudno mu okiełznać myśli, które pędzą we wszystkie możliwe strony, nie mogąc się skupić na lekturze sprawiającej niewiele przyjemności. Gdyby nie dobrze napisane, naturalne dialogi zapewne w ogóle nie dałoby się przebrnąć przez pierwsze strony książki. Podsumowując, „To, co ukryte" jest dobrym kryminałem, z fenomenalną zagadką, przydługim wstępem i doskonale nakreślonymi bohaterami, których poczynania czytelnik obserwuje z wielkim zafrapowaniem. Pomimo mankamentów, warto ją przeczytać i dotrzeć aż do satysfakcjonującego finału. Teraz czas zapoznać się z adaptacją filmową powieści i porównać, kto opowiedział tę historię ciekawiej.

Oceniam: 7/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję

sobota, 25 marca 2017

O ziołach i zwierzętach ciekawie jak nigdy dotąd


Simona Kossak O ziołach i zwierzętach, wyd. Marginesy, Warszawa 2017

Żeby się zachwycać, nie trzeba mieszkać w lesie, bo wystarczy rozejrzeć się przed blokiem, w parku, nad strumykiem. Wszędzie wokół rosną rośliny pozornie banalne – lebiodka, babka, macierzanka, pokrzywa. Żyją zwierzęta, na które na co dzień nie zwraca się uwagi. Ale dzięki Simonie Kossak okazuje się, że żadne z nich nie jest zwykłe ani banalne: są trujące rośliny, które uzdrawiają, takie, którymi przepędzano złe uroki, i takie, które najlepiej leczyły rany głowy. Poznamy zwyczaje seksualne korników, pokojową naturę dzików i przekonamy się, czy dymówki zimują w mule na dnie zamarzniętych jezior. Pojawią się też żurawie, sarny, wilki, rysie, rusałki czy ropuchy. Dziurawiec, fiołek, jarzębina czy bukwica.

Nikt tak nie kochał przyrody jak Simona Kossak — profesor doktor habilitowany nauk leśnych, popularyzator nauki. Znana przede wszystkim z aktywności na rzecz zachowania resztek naturalnych ekosystemów Polski. Pochodzi ze znanej artystycznej rodziny, więzami krwi powiązana jest z Jerzym, Wojciechem i Juliuszem Kossakami, Magdaleną Samozwaniec oraz Marią Pawlikowską-Jasnorzewską. W uznaniu zasług na polu nauki i popularyzowania ochrony przyrody w 2000 została uhonorowana Złotym Krzyżem Zasługi. W ciągu życia napisała setki artykułów o przyrodzie, popularyzowała o niej wiedzę także poprzez liczne audycje radiowe.

Jak wygląda ta książka od środka? W kolejności alfabetycznej wymieniane są poszczególne zwierzęta i rośliny, a rozdział poświęcony każdemu przedstawicielowi natury opatrzony jest fotografiami tak, byśmy mogli, biegając po łąkach i lasach, identyfikować przedstawicieli różnych gatunków 😁 Pracę Simony Kossak czyta się momentami jak dobrą powieść akcji z barwną galerią bohaterów — autorka w sposób prosty opowiada o zwyczajach zwierząt i ciekawostkach związanych z roślinami, ale w tajemniczy sposób udziela się czytelnikowi zachwyt nad naturą, który charakteryzował wybitną biolożkę. O ziołach i zwierzętach można czytać na wiele sposobów: jak zwykłą książkę, na wyrywki, wędrując po lesie, mieszkając w mieście i wiele innych.

Biologię zawsze darzyłem awersją, a to z wielu względów, wśród których najważniejszą rolę odgrywała nudna nauczycielka, nie lubiłem też wszystkich elementów zaczynających się na -mikro i -drobno. Dzięki pięknemu językowi Simony Kossak, a także genialnie opowiedzianym historiom dotyczących roślin i zwierząt, spojrzałem na przyrodę w całkiem odmienny niż dotąd sposób. Zachwycać może zwykły kret, niezidentyfikowane zielsko rosnące niedaleko domu czy nawet ów straszny krzyżak. Wystarczy głębiej poznać ich historię, zwyczaje czy przeznaczenie, żeby zdać sobie sprawę z tego, jak cudowne stworzenia nasz otaczają. Ni to zielnik, ni encyklopedia Kossak uwrażliwia na piękno, które na co dzień pomijamy. Gorąco polecam!

Oceniam: wspaniała 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu 

Fanom przyrody polecam tytuły z serii EKO.