Ariana | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja książki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 kwietnia 2018

Mózg Superstar


Mózg. Każdy ma, nie każdy używa. To mi się oczywiście powiedziało bardzo metaforycznie, bo żebyśmy mogli funkcjonować, mózg musi być ciągle w ruchu. Ale nie o tym, o tym przecież wie każdy. Są jednak inne kwestie dotyczące naszego niezastąpionego narządu, które nas frapują, ale na które nie znamy odpowiedzi. Tu z pomocą przychodzi Kaja Nordengen – młoda badaczka i neurolog – ze swoją popularnonaukową pracą „Mózg rządzi" i robi z mózgu gwiazdę, bo naprawdę jest co podziwiać i poznawać. 

Publikacje popularnonaukowe mają to do siebie, że rozkładają skomplikowane sprawy na prostsze w zrozumieniu mechanizmy, uogólniając, bo chodzi o to właśnie, żeby odbiorca z grubsza miał pojęcie, o co chodzi. Szczegółami zajmują się naukowcy. Szarym zjadaczom chleba nie są potrzebne, a już na pewno nie są dla nich łatwe w zrozumieniu i przyswojeniu. Toteż „Mózg rządzi” jest książką, która w sposób przystępny omawia mechanizmy działania naszego najcenniejszego narządu. Imponuje zakres poruszanych tematów; od fizycznego rozwoju mózgu na przestrzeni lat przez to w jaki sposób powstają emocje i jak działa to na nas oraz otoczenie po tajniki tego, w jaki sposób przyswajamy wiedzę. Praca zawiera wnioski z najnowszych badań nad mózgiem, chociażby wyróżnionego Noblem odkrycia GPS mózgu. To cieszy, bo takie bycie na bieżąco z najnowszymi odkryciami daje mnóstwo satysfakcji.


Działanie mózgu to temat rzeka, o którym można by pisać w nieskończoność. Kaja Nordengen ogranicza się jednak do prostego języka, omawiając krótko, ale treściwie kolejne problemy, a podział treści na krótkie podrozdziały pozwala na wygodne dawkowanie sobie kolejnych stron. Prawda jest jednak taka, że jak już się zacznie czytać „Mózg rządzi”, trudno się oderwać od lektury. I to nie tylko ze względu na prosty styl i interesujące tematy. Autorka zabawia czytelnika, sypiąc żartami i anegdotami zarówno z życia znanych osób, jak i opowiadając o własnych przeżyciach. To się przekłada na szybkie nawiązanie sympatii z panią neurolog, tym bardziej, że zwraca się bezpośrednio do swojego czytelnika.

„Hjernen er stjernen” cieszyło się w swoim kraju wielką popularnością, co doskonale obrazuje atrakcyjność tej pozycji. Prócz podstawowej wiedzy o budowie i funkcjonowaniu mózgu potrzebnych do zrozumienia nurtujących kwestii, dowiemy się z książki Nordengen wielu ciekawostek dotyczących naszego niezastąpionego mózgu. Rozprawimy się z mitami, które chętnie mnożą się wokół tego tematu. I przede wszystkim zafundujemy sobie pożyteczną rozrywkę. Gorąco polecam!

Tekst powstał dzięki współpracy z wydawnictwem Marginesy.

sobota, 17 marca 2018

Małżeństwo i syf na biurku. Tu pomoże tylko informatyka


Algorytmy – brzmi mądrze (wielu to odpycha) i kojarzy się z tą ciemną mocą, która ucina zasięgi w mediach. Budzą też skojarzenie z matematyką, udręką wielu, dlatego to pojęcie nie cieszy się szczególną sympatią wśród zwykłych zjadaczy chleba, brzmi chłodno i obco. Ale w rzeczywistości są to po prostu ciągi pewnych działań prowadzące do rozwiązania (lub wykazania nierozwiązalności) postawionych problemów. I nie, nie muszą być to zagwozdki z kosmosu, bo algorytmy pomogą rozwiązać ci trudności związane z codziennością. Sami z wielu algorytmów korzystamy nieświadomie. Wystarczy spojrzeć na swoje biurko zawalone papierami. Wygląda jak nieokiełznany chaos, ale w rzeczywistości jest to bardzo wydajny sposób sortowania. Dziwne? Nieintuicyjne.

„Algorytmy. Kiedy mniej myśleć” można traktować dwojako: trochę jak kolejny poradnik mówiący nam, jak mamy żyć, żeby z tej marnej egzystencji wyciągnąć wszystko najlepsze i jako fascynującą książkę, której celem jest pokazanie czytelnikowi, ile korzyści może czerpać ze znajomości algorytmów oraz z ich wykorzystania na co dzień. Ta praca różni się od poradnika z listy bestsellerów brakiem motywacyjnego, nacechowanego emocjonalnie stylu, bo nie zależy jej na tym, żeby przekupić odbiorcę miłymi słowami. Po prostu proponuje mu korzystne rozwiązania i jeśli czytelnik zechce z nich skorzystać, najzwyczajniej to zrobi. Autorzy wierzą w jego inteligencję. W tej pozycji nie spotka się też rad bez pokrycia, bo wszystkie biorą się z algorytmów, które czarno na białym wykazują wydajność wskazań. Czytelnik raz po raz zaskakiwany jest tym, jak wiele z naszym życiem mają wspólnego procedury programistyczne.


Algorytmy nie tylko podpowiadają najlepsze decyzje, ale także udowadniają, że nasza intuicja nie zawsze idzie w parze z wydajnością. Autorzy przytaczają liczne sytuacje, kiedy racjonalne – z naszego punktu widzenia – zachowania wcale nie są dobre. Dlatego z lekturą „Algorytmów...” wiążą się ciągłe zainteresowanie i zaskoczenie. Czytelnik zaczyna coraz więcej myśleć, zauważać analogie między pracą komputera a życiem i sprawia mu to niesamowitą przyjemność. Zadowolenie z lektury jest tym większe, że zawiera liczne przykłady zastosowań algorytmów na innych polach niż informatyka (na przykład segregowanie książek w największych bibliotekach świata wiąże się właśnie z wykorzystaniem algorytmów), anegdoty i jest pisana prostym językiem. Tom Griffiths i Brian Christian są informatykami z wieloletnim stażem, dlatego potrafią podejść do odbiorcy nieorientującego się w temacie w taki sposób, żeby mógł wszystko zrozumieć. Bez niepotrzebnych komplikacji.

Przyznaję, że z początku obawiałem się tej książki. Czy na pewno ją zrozumiem? Czy algorytmy mają sensowne zastosowanie poza informatyką? Autorom udało rozwiać się moje wątpliwości i jednocześnie wzbudzić zainteresowanie tą tematyką. Zastosowanie algorytmów w codziennym życiu może zwiększyć wydajność naszych działań. Bynajmniej nie polega to na ciągłym majstrowaniu przy kalkulatorze i skomplikowanych obliczeniach. Jest to o wiele łatwiejsze, niż podpowiada nam intuicja. Chociaż pierwsze strony „Algorytmów...” wcale nie prezentują się interesująco, przebrnijcie przez nie, bo później zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Mnie książka przypadła do gustu, pomimo że matematyka i informatyka nie leżą w kręgu moich zainteresowań. Jestem przekonany, że spodoba się także tobie!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję
P.S Nie segregujcie/porządkujcie mailów. Algorytmy udowadniają, że to marnotrawstwo czasu.

wtorek, 27 grudnia 2016

Graviora manent

Robert Małecki „Najgorsze dopiero nadejdzie", Czwarta Strona, Poznań 2016

Śmierć to dopiero początek… Ponura toruńska jesień. Dziennikarz Marek Bener właśnie dowiedział się, że straci pracę. Jednym z jego ostatnich reporterskich zadań jest wyjazd do spalonego domu. Okazuje się, że zginął w nim dawny przyjaciel Benera, który przed laty uwiódł mu narzeczoną. Teraz zrozpaczona kobieta szuka wsparcia u dziennikarza, ale wkrótce znika bez śladu… Bener wie, że musi ją odnaleźć. Niestety, kryminalna gra, w którą zostaje uwikłany nie ma jasnych zasad. Dziennikarz nie przypuszcza nawet, że z pozoru zwykły dzień przerodzi się w walkę o życie. Reporter musi dotrzeć do prawdy, która całkowicie go odmieni.

Tą powieścią w świat polskiego kryminału wchodzi Robert Małecki, który niedługo po premierze debiutu zyskuje uznanie i sympatię czytelników, wiele napisano też pozytywnych recenzji. Ja jednak niczego szczególnego w Najgorsze dopiero nadejdzie nie zauważam, bo autor powiela różne schematy charakterystyczne dla prozy kryminalnej, a gdy powieści z tego gatunku czyta się po kilka miesięcznie, trudno być zachwyconym sztampowością. Nie twierdzę jednak, że debiut Małeckiego jest zły, bo jego książkę czyta się bardzo szybko i lekko, można nawet natrafić na zaskakujące zwroty akcji. Zatem powieść Maleckiego jest niepozbawiona debiutanckich przywar, ale zapowiada ona całkiem obiecującego pisarza.

Szczególnie rozczarowało mnie w tak głośno zapowiadanej „Iskrze, która odpali kryminalną petardę" jej sztampowość, czego nie zwykłem wybaczać żadnym pisarzom. Problem polega głównie na tym, że czytając Najgorsze dopiero nadejdzie, miałem wrażenie, jakbym już kiedyś poznał tę lekturę. Bohaterowie z powtarzającymi się problemami, fabuła opierająca się na podobnych motywach i motywacja zbrodniarza mocno wyświechtana (jego postać zresztą do najlepiej nakreślonych nie należy) – to wszystko sprawia, że bardzo trudno nawiązać jakąś głębszą więź z historią, która była już wcześniej przerabiana przez wielu innych autorów.

„– Nie popełnię już tych samych błędów. (...)
– Zawsze popełniamy te same błędy, tylko okoliczności się zmieniają."

Tę powieść charakteryzuje lakoniczna, męska narracja. Autor w większej mierze relacjonuje wydarzenia, niźli je opisuje, podkreślając akcję, odsuwając zaś wszystkie inne ważne elementy na drugi plan. Trudno o dokładne portrety psychologiczne bohaterów, których emocji i poglądów często trzeba się domyślać na podstawie zdawkowych opisów. Dla osób, które nigdy Torunia nie odwiedziły, po lekturze tej książki będzie się kojarzył jako miejsce niezbyt ciekawe. bo autor zupełnie ignoruje opisy miejsca akcji. Kryminał ten łatwo można przerobić na scenariusz, a taka jego forma nie byłaby spłyceniem historii, w której liczy się tylko akcja. A przecież powieść otwiera przed pisarzem nieposkromione możliwości nadania historii jakiejkolwiek głębi.

Roberta Małeckiego należy jednak pochwalić za zagadkę kryminalną, jaką stworzył. Autor w pełni wykorzystał jej niebanalne rozwiązanie dzięki umieszczeniu w fabule wielu mylnych tropów. Czytelnik przez większość powieści podąża za Benerem, raz po raz rozwiązującym wskazówki prowadzące do finału, a pomimo to główny bohater łączy wszystkie elementy w całość na długo przed czytelnikiem, dlatego tak bardzo spodobało mi się rozwiązanie akcji. A to rozwiązanie jest jednocześnie zawiązaniem fabuły dla kolejnego tomu. Małecki pozostawia czytelnika w napięciu, skutecznie zachęcając do sięgnięcia po drugą część. I ja należę do tych, którzy chcą poznać prawdę, więc pytam: kiedy ta druga część?

Najbardziej frapującym jest wątek związany z żoną głównego bohatera. Małecki podaje niewiele szczegółów i opisuje ją w taki sposób, by wzbudzić ciekawość czytelnika, ale żeby jednocześnie ten wątek owiany był tajemnicą. Lektura ta naznaczona jest też dość specyficznym humorem. A to fragment, który szczególnie mnie rozbawił: [Majka] Przestała się uśmiechać, wstała i poprawiła białą jak śnieg koszulę. Przeszła przed biurko i przysiadła półdupkiem na jego rogu. Producent powinien otrzymać nagrodę, coś w rodzaju „Solidny mebel 2013 roku". Już słyszałem te owacje. Autor potrafi sprawić, że czytelnikowi zabije mocniej serce, ale także potrafi go rozśmieszyć. Dlatego pomimo wad zachęcam do przeczytania debiutu Małeckiego.

Oceniam: 5/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję