Ariana | Blogger | X X

niedziela, 19 listopada 2017

Hanahaki — choroba kwiecistych płuc

Motyw nieszczęśliwej miłości jest stary jak świat, a jednocześnie pozostawia wielkie pole do popisu dla wielu twórców kultury, bo to temat uniwersalny i nigdy nie tracący na aktualności. Zmieniają się kanony piękna, obiekty westchnień, ale niespełniona miłość ciągle jest ta sama. Literatura, film i inne dziedziny sztuki znają różne rozwiązania zawodu miłosnego – szybkie i drastyczne lub tylko usypiające ból po niewysłowionej stracie, ciągnące się miesiącami, latami, czasami nawet aż do końca życia. Z nieodwzajemnionej miłości (szczególnie przykry przypadek) zrodziła się hanahaki, czyli choroba kwiecistych płuc dotykająca każdego nieszczęśliwie zakochanego.

Hanahaki to fikcyjna choroba, rzadka, ale jednocześnie powszechnie znana, pojawiającą się wtedy, gdy ktoś zakocha się bez wzajemności w swojej bratniej duszy i darzy ją uczuciem tak silnym, że w głębi serca umiera z powodu braku dotyku i czułości obiektu westchnień. Sytuacja tragiczna, ale poppaprańcowi wydaje się, że także bardzo romantyczna. Ta fikcyjna choroba zakochanych bez wzajemności przejawia się w tym, że w płucach zapuszczają korzenie piękne kwiaty. Zaczyna się od wykaszlenia kilku płatków, później w zależności od siły z jaką kocha się drugiego człowieka, kwiaty te rosną szybciej lub wolniej. Wkrótce rozprzestrzeniają się w układzie oddechowym, na końcu docierając do serca. Choć to piękne cuda natury, sprawiają ból. Do momentu gdy wykaszlenie płatków staje się już niemożliwe z powodu bujności roślin i dochodzi do uduszenia. Śmierć z miłości może nastąpić w kilka dni lub nawet kilka lat.


Oczywiście istnieje możliwość wyleczenia się z hanahaki. Pierwsza metoda polega na chirurgicznym usunięciu kwiatów z płuc, spowodowanie ich uschnięcia, ale wiąże się to z całkowitą utratą wspomnień związanych z kochaną osobą. Po takiej operacji nie można już nigdy żywić do niej żadnych uczuć, z tego powodu wiele osób decyduje się na śmierć – nieodwzajemniona miłość wydaje się im cenniejsza niż zupełna oziębłość wobec tych, którzy są dla nich całym światem. Drugi sposób to uzyskanie odwzajemnienia uczucia, ale prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest równe zeru. Istnieje także trzecia możliwość: samobójstwo zanim w naszych płucach wyrośnie bukiet zamykający drogę powietrzu. Wszystko albo nic.

Termin hanahaki powstał z połączenia dwóch japońskich słów: hana (花), co oznacza kwiat i hakimasu (吐きます), co przekłada się jako "wymiotować", „wyrzucić z siebie". Skąd wzięła się koncepcja kwiecistej choroby płuc? Tak dokładnie nie wiadomo, zakłada się, że fikcyjna dolegliwość powstała wraz z wydaniem w 2009 roku mangi „Hanahaki Otome", w wersji anglojęzycznej „The Girl Who Spit Flowers", której autorką jest Naoko Matsuda. Niektórzy przypuszczają, że pochodzenia terminu i jego opisu należy doszukiwać się już we wcześniejszych tekstach kultury, stanowisko to jest rozpowszechnione szczególnie w Japonii i krajach Korei. Jednakże przykładów występowania hanahaki w innych, wcześniejszych tekstach nigdzie nie można znaleźć, co dla poppaprańca sugeruje pewne wnioski.


Ludzie z miłości w kulturze (i rzeczywistości) umierali na różne sposoby, bardziej i mniej romantyczne. Poppaprańcowi hanahaki wydaje się jak dotąd najbardziej estetycznym i poetyckim rozwiązaniem jednostronnej miłości. Kwiaty kojarzą się z delikatnością i niewinnym pięknem, dlatego zestawienie ich z wyrokiem nieuchronnej śmierci, który każdy wydaje na siebie sam, wprowadza wszystkich co wrażliwszych w stan romantycznego uniesienia. Miłość, uczucie potężne, może zapewnić szczęście, jednak jej upośledzona forma sprowadzi może i estetyczną, ale nieubłaganą oraz bolesną śmierć. Każde nieodwzajemnione uczucie wzbudza gorycz, rozczarowanie i załamanie, co w swoim wierszu celnie ujęła Pawlikowska-Jasnorzewska. Z jej słowami zostawiam Was, licząc, że udało mi się zachęcić Was do refleksji.

Ach, długo jeszcze poleżę
w szklanej wodzie, w sieci wodorostów,
zanim nareszcie uwierzę,
że mnie nie kochano po prostu.