Ofiara waszego bestialstwa – „Ja, Olga Hepnarová”

by - września 08, 2017


Poppapraniec poznał kiedyś dziewczynę i umówił się z nią do kina na „Ja, Olga Hepnarová”, bo oboje bardzo Czeszce współczuli. Ze spotkania nic nie wyszło, potem oboje o sobie zapomnieli, a film biograficzny ciągle pozostał nieobejrzany. I wreszcie przyszedł czas, kiedy poppapraniec zdecydował się obejrzeć dramat oparty na życiu masowej morderczyni. Jest wstrząśnięty opowieścią o tym, jak głęboko zraniona może być przez społeczeństwo jednostka. Mówiąc wprost, na seansie prześledzi się życie psychopatki, ale nie po to, by ją potępić czy usprawiedliwić, lecz by zrozumieć co popchało młodą kobietę do wjechania 10 lipca 1973 r. na przystanek tramwajowy, zabicie ośmiu osób i zranienia dwunastu. 

Filmowa Hepnarová to osobowość wyraźnie skomplikowana, pełna sprzeczności, własnych dziwactw, czasami niepewna swoich zachowań. Ale to także osoba nierozumiana przez społeczeństwo, skazana na bycie Prügelknabe czyli chłopcem do bicia. Dlaczego? Zastanawia się odbiorca filmu, śledząc życie Czechosłowaczki. Hepnarová została tak wykreowana, że już na pierwszy rzut oka widać jej niechęć do ludzi i zamknięcie w sobie spowodowane strachem, traumatycznymi przeżyciami. Ubiera się niemodnie, raczej po męsku. To buduje silny kontrast między główną bohaterką a innymi postaciami kobiecymi. One z odkrytymi ramionami, zaplecionymi włosami, starają się podkreślać swoją kobiecość wyeksponować to, co mają w sobie najładniejszego. Ona chodzi w długich spodniach, ciężkiej marynarce, ma ściągnięte ramiona i stara się nie nawiązywać z nikim kontaktu wzrokowego. Ma się wrażenie, jakby chciała się zapaść i ukryć w swoich ciemnych, niemalże męskich ubraniach, odciąć od ludzi, których darzy awersją. Śmierdzi olejem samochodowym i papierosami. Michalina Olszańska zachowuje ów osobliwy chód i mową ciała udaje jej się doskonale oddać to poczucie wyalienowania. To wyobcowanie nie sprawia jednak głównej postaci żadnej przykrości, bo nie boi samotności, ludzi zresztą nienawidzi za to, że od zawsze nią pogardzali. Tak wyraźny kontrast między Hepnarovą a resztą świata budzi w odbiorcy osobliwe zaintrygowanie, może dezorientację w wyniku niezrozumienia jej motywacji, a nawet trochę zażenowanie z powodu zachowania ludzi, którzy tak nią pomiatają. Przede wszystkim jednak ta kreacja mocno zapada w pamięć.

Michalina Olszańska wprost emanuje mroczną energią
Czy zatem twórcy filmu próbują usprawiedliwić psychopatyczny czyn Olgi? Nie i to z jednego bardzo ważnego powodu: po prostu byłoby to niemoralne. Kto zresztą mógłby usprawiedliwić zabicie ośmiu osób, mając świadomość, że gdzieś tam żyją rodziny zamordowanych zmuszone do doświadczenia takiej tragedii? Jakkolwiek zagubiony by nie był przestępca, zawsze nim pozostanie. Można go tylko spróbować zrozumieć, prześledzić życie w odszukiwaniu bodźców, które popchnęły kogoś do popełnienia zbrodni. I taka jest właśnie rola filmu „Ja, Olga Hepnarová”.

Kamera porusza się powoli, śledząc mistrzowską grę aktorską z różnych perspektyw. Ujęcia są statyczne i często pokazują marność Hepnarovej względem wielkiego i zimnego świata. Natomiast historia opowiadana jest przy pomocy urywków rzeczywistości, widz nie jest informowany, w jakie miejsce czy czas przenosi się akcja, wszystkiego musi się sam domyślać. Czasami może się czuć zagubiony. Ale z drugiej strony te przeplatane sceny mogą być ciekawą formą przekazu, jeśliby uznać je za wspomnienia kotłujące się w głowie spowiadającej Hepnarovej. Całości dopełnia biało-czarny świat, pogłębiający towarzyszące głównej bohaterce poczucie odrębności i z pewnością działający na emocje odbiorcy. Może taki właśnie był świat Olgi? Pusty, brudny, przesiąknięty papierosowym dymem, bez koloru.

Olga Hepnarová jest skazana na przegraną w starciu z olbrzymim światem
Hepnarová zaplanowała swoją zbrodnię, odznaczała się ponadprzeciętną inteligencją (dlaczego to zazwyczaj tacy ludzie dopuszczają się wielkich przestępstw?) i doskonale wiedziała, jakie będą konsekwencje jej czynu. Mimo wszystko wysłała listy do miejscowych gazet i zrealizowała swój plan. Stwierdza: „jeśli zostanę stracona, mój czyn będzie więcej wart”. Weinreb i Kazda w swoim filmie często podkreślają jej zamiar, poppapraniec pokusi się nawet o stwierdzenie, że przyłączają się do „misji” Hepnarovej, przejawiającej się w zapewnieniu jej rozgłosu, bo o filmie mówiło się przecież na całym świecie. Poruszana problematyka jest oczywista, ale jaki jest jej wydźwięk dla odbiorcy? Dla każdego coś innego, ale poppapraniec myśli, że opowiadając historię czeskiej morderczyni, twórcy chcieli pokazać, co może stać się z jednostką żyjącą w przeświadczeniu, że służy społeczeństwu za chłopca do bicia. To opowieść, która może się powtórzyć kolejny raz, jeśli nie będziemy próbować zrozumieć osób wyalienowanych z życia społecznego z różnych powodów, jeśli nie zatrzymamy łańcucha nieuzasadnionej nienawiści dla osób słabszych. Bo są osoby, które nie widzą słabszych od siebie lub tłamszą całe zło w sobie, bo nie chcą ranić innych. W pewnym momencie czara goryczy zostaje przelana, a pozbawiona jakiejkolwiek pomocy ze strony innych jednostka podejmuje decyzję o zemście. „Ja jestem Prügelknabe. Proszę was teraz: nie twórzcie sobie takich ludzi. Gdy nie będziecie ich tworzyć, nie będą myśleć jak ja i nie zrobią tego, co zrobiłam” — mówi w filmie Olga Hepnarová, na chwilę przed usłyszeniem swojego wyroku.

You May Also Like

0 komentarze